Sibelius i duchy lasu. O Tapioli, część pierwsza

Daleko rozpościerają się mroczne lasy Północnego Kraju, 

Prastare – tajemnicze, pogrążone w dziwnych snach, 

W nich mieszka wielki bóg boru,

A leśne duchy snują w ciemnościach swoje czary

 

W taki sposób fiński kompozytor Jean Sibelius podsumował przesłanie swojego ostatniego utworu, istnego opus magnum – poematu symfonicznego Tapiola op. 112. W zamierzeniu twórcy utwór nie miał być ostatnim w jego dorobku. Kiedy jednak po kilkunastu latach pracy nad VIII Symfonią kompozytor ostatecznie doszedł do wniosku, że nie jest w stanie przeskoczyć poprzeczki, którą sam sobie postawił i zniszczył partyturę – to właśnie Tapiola została jego ostatnim wielkim dziełem. Kto wie czy nie największym…

W warstwie programowej Sibelius po raz ostatni powrócił do swojego głównego źródła inspiracji – fińskiego eposu Kalevala. Jednym z jego bohaterów, kilkakrotnie wzmiankowanym, jest bóg lasu – Tapio, a Tapiola to jego siedziba. Sibelius nie posunął się do naiwnego malarstwa dźwiękowego i przedstawiania konkretnych wydarzeń. Zetknąłem się kiedyś z opinią, że Tapiola wyraża „mistyczną esencję natury”, a chociaż na pierwszy rzut oka takie wyrażenie może się wydać pretensjonalne – trafia w sedno.

Tapiola jest utworem, który budzi grozę i niepokój, a atmosfera tajemnicy utrzymuje się od początku do końca. Duża w tym zasługa spójności poematu, opartego na jednym motywie, który przewija się przez całe dzieło pod różnymi postaciami. Dzieło Sibeliusa ewokuje niemożliwą do wytrzymania melancholią i chociaż muzyka Tapioli jest bardzo statyczna, momentami prawie nieruchoma, to w takich właśnie fragmentach paradoksalnie dzieje się najwięcej. Orkiestracja Fina jest absolutnie mistrzowska i absolutnie oszczędna. Podobnie jak Debussy Sibelius rozbija czasem kwintet smyczkowy na kilkanaście głosów (nawet na 12!), ale efekt jest uderzająco odmienny. Tam, gdzie Francuz tworzył migotliwe arabeski, tam Sibelius oferuje fakturę co prawda równie migotliwą, ale za to składającą się głównie z długo wytrzymywanych, akordowych współbrzmień. Niesamowite wrażenie sprawiają szybkie, rozświergotane partie drewna ponad tym nieruchomym, upiornym akompaniamentem. Z takim samym efektem kompozytor eksploruje dolne rejestry sekcji blachy i drewna – niskie, warczące dźwięki waltorni, puzonów, fagotów i klarnetów pozostawiają niezapomniane wrażenie. Również tutaj akcja dzieje się dwutorowo, a ponad tym akompaniamentem zazwyczaj rozgrywa się inna część narracji, prowadzona w zupełnie innym tempie i rejestrze. Tapiola nie jest też tak powolna, jak mogłoby się wydawać – są tu również trzy burzliwe epizody, z których pierwszy (litera I w partyturze) nie rozwiązuje napięcia, a tylko je nadbudowuje. Drugi jest dużo bardziej gwałtowny, z dziwnie szorstkimi przebiegami smyczków i charakterystycznymi zawołaniami waltorni (litera M). Następujący po nim epizod (litery N i O) to kolejny przykład budowania przez Sibeliusa napięcia przy zastosowaniu bardzo oszczędnych i zdumiewająco efektywnych środków – orkiestra jest tu rozbita na cztery warstwy. Melodię, przerzucając ją między sobą, prowadzi drewno, w tle słychać smyczki pizzicato, z których wyróżnia się grana arcosul ponticello, nieprzyjemnym, szorstkim dźwiękiem, melodia drugich skrzypiec – błądząca, dramatyczna, niemal atonalna. A w tle cały czas rozbrzmiewa niski, warczący dźwięk waltorni i puzonów.

Jednak właściwa kulminacja następuje w szczególnie gwałtownym, wykonywanym przez smyczki tremolo (litera P) epizodzie. Fragment ten, brzmiący jak burza śnieżna, ostry, gryzący i rozwibrowany, wznoszący się w coraz to wyższe rejestry, pozostawia po sobie niezapomniane wrażenie. Rozwiązanie akcji następuje w momencie powtórzenia głównego motywu przez smyczki w wysokim rejestrze – fragment porażający wyrazem – po którym następuje wyciszenie – smyczki grają długo wstrzymywany akord, a poszczególne sekcje tej grupy wymieniają się oddechami, co również robi niesamowite, tajemnicze wrażenie.

Jeśli chcecie poczytać więcej o samym utworze – o okolicznościach jego powstania i o strukturze, polecam kliknąć tutaj, przejdę natomiast do samych nagrań.

Pomimo tych zalet, pomimo tej szczególnej, niesamowitej ekspresji, Tapiolę gra się dość rzadko, a wielu świetnych dyrygentów, znanych ze swoich wykonań muzyki Sibeliusa – nie sięgnęło po nią w ogóle (Stokowski, Bernstein, Barbirolli czy Collins). Trudno rozstrzygnąć, dlaczego tak się stało, ale dość powiedzieć, że utwór ten miał (i cały czas ma!) grono zwolenników, którzy pozostawili jego niezwykłe kreacje…

 

71Kkb4bNnXL._SL1400_

 

 

 

 

Tapiola miała szczęście – nie musiała czekać długo na nagranie, a wielu rejestracji wysłuchał również sam kompozytor. Pierwszy zarejestrował ją Robert Kajanus, znajomy Sibeliusa, odpowiedzialny za wiele pionierskich nagrań jego utworów. Nagranie jest zwarte, ostre, choć jak dla mnie mało delikatne. Wejścia poszczególnych instrumentów są zbyt głośne, nie czuje się przez to wzrostu napięcia. Posłuchajcie fragmentu z początku utworu:

 

Zwartość należy liczyć zdecydowanie na plus, choć paradoksalnie momenty o największym natężeniu emocji – a więc przede wszystkim fragment z waltorniami i następujący potem epizod z tremolo smyczków – brzmią zaskakująco łagodnie, a dramatyzmu nie uświadczy się tam zbyt wiele. Posłuchajcie pierwszej kulminacji i fragmentu epizodu z pizzicato smyczków:

 

A to już właściwa kulminacja:

 

Wiele detali jest zamazanych i niesłyszalnych. Dużą przeszkodą w słuchaniu był dla mnie brak większego cieniowana dynamicznego i refleksyjności. Aczkolwiek ten drugi aspekt to już jednak kwestia gustu… Ogółem – ciekawostka historyczna, wykonanie wierne partyturze Sibeliusa, ale nie porywające.

 

Robert Kajanus, London Symphony Orchestra, 1932, 17:26, Naxos Historical

 

 

51arITlferL

Następne nagranie ukazało się zaledwie kilka lat później, a odpowiedzialny jest za nie Sergiej Kusewicki. To co rosyjski dyrygent zrobił z tym utworem daleko wykracza poza kategorie historycznej ciekawostki. Jego rejestracja jest porywająca, spójna, choć momentami odchodzi od tego, co Sibelius zawarł w partyturze. Te odejścia nie przeszkadzają jednak – są zawsze po coś. Orkiestra Kusewickiego brzmi przejrzyście, a wszystkie detale są wyraźnie słyszalne, co nie jest wcale tak oczywiste w przypadku starych nagrań. Jednak to właśnie ta spójność i umiejętność budowania napięcia sprawia, że to wykonanie jest tak imponujące. Posłuchajcie, jak Kusewicki umiejętnie kieruje falującymi, wznoszącymi się frazami:

 

Są tam fragmenty, od których cierpnie skóra. Są fragmenty zagrane szybko, kontrastujące ze zwolnieniami we fragmentach bardziej refleksyjnych. Posłuchajcie kulminacji fragmentu epizodu i waltorniami i następującego po niej pasażu. Tempo jest szybkie, niemal gorączkowe:

 

Samo zakończenie jest powalające – bardzo powolne, z pięknie wygasającym dźwiękiem smyczków… Kusewicki jest jednym dyrygentem, który w tak wyraźny sposób zauważa wymianę oddechów pomiędzy kontrabasami, a resztą smyczków, co daje zaskakujący efekt. I choć nie ma w partyturze żadnych pauz – przerwy między łukami w partii wyższych smyczków brzmią właśnie jak pauzy, wypełnione niskimi pomrukami basów. Świetny, niezapomniany efekt! Posłuchajcie sami:

 

Sergiej Kusewicki, Boston Symphony Orchestra, 1939, 17:20, Naxos Historical

 

To tyle, jeśli chodzi o przedwojenne nagrania Tapioli. W przyszłym wpisie napiszę o nagraniach Ansermeta, Rosbauda, Boulta, a także o jednym nagraniu, które bardzo podobało się Sibeliusowi, a mnie… już niekoniecznie. Ale o tym za tydzień 😉

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.