
Nagranie Kenta Nagano z Deutsches Symphonie-Orchester Berlin pozostawia mieszane wrażenie i poczucie pewnego niedosytu. Zacznijmy jednak od plusów. Symfonię nagrano w Filharmonii Berlińskiej – akustyka jest przestrzenna i naturalna, zbliżona do tego, jak to dzieło brzmi na żywo. Organy są dobrze wtopione w brzmienie, ale jednocześnie doskonale słyszalne. Jeśli chodzi o realizację partii tego instrumentu, to jest to chyba jedno z najlepszych nagrań, jakie słyszałem. Dyrygent wybrał dość umiarkowane tempo w pierwszym ogniwie. To dobra decyzja, która sprawdza się. Muzyka brzmi uroczyście i jednocześnie nie dłuży się. Problem w tym, że druga część nie jest już umiarkowana, a wolna, przeliryzowana i wydelikacona – i to praktycznie przez cały czas. Na tyle wolna, że staje się monotonna, a przez to – nudna. Ma swoje momenty, jak choćby pełen skupienia końcowy chór, ale rzecz w tym, że istnieje poważne ryzyko, że słuchacz uśnie i nie dotrwa do tego odcinka. Także wejścia chóru chłopięcego są przeważnie zdecydowanie zbyt ciche, a kwintet nie ma odpowiedniej do tej muzyki masy brzmienia.
Jest to więc nagranie tylko połowicznie udane. Ma swoje momenty, jest dobrze nagrane, ale potrafi też nieźle znudzić.
Kent Nagano, Sylvia Greenberg, Lynne Dawson, Sally Matthews, Sophie Koch, Elena Manistina, Robert Gambill, Detlef Roth, Jan-Hendrik Rootering, Deutsches Symphonie-Orchester Berlin, Rundfunkchor Berlin, MDR Rundfunkchor Leipzig, Windsbacher Knabenchor, 2004, I – 24:14, II – 64:01 [88:15], Harmonia Mundi

Ósmą ma na koncie także legendarny estoński dyrygent Neeme Järvi. Utrwalił on swoją wersję ze szwedzkimi oraz estońskimi wykonawcami. Wersja ta wyróżnia się przede wszystkim ekspresowym tempem – nie wiem, czy istnieje jakakolwiek inna wersja, w której dyrygent wyrobiłby się z tym utworem w 70 minut. Niestety – jest to jedyny element, który wyróżnia to nagranie. Jest to wersja przyzwoicie zaśpiewana, przyzwoicie zagrana, ale nie zawiera niczego, co mogłoby bardziej zapaść w pamięć. Niektóre fragmenty są niepotrzebnie zagonione, co też sprawia, że nie ma tu pożądanego wrażenia monumentalizmu, wielkiej skali, w jakiej winny się rozgrywać muzyczne wydarzenia. Dominuje tu wrażenie powierzchowności. Nie jestem pewien, dlaczego to nagranie powstało. Zapewne jest miłą pamiątką dla tych, którzy wzięli udział w jego realizacji, ale poza tym jest ono zupełnie zbędne.
Neeme Järvi, Ulla Gustaffson, Mari-Anne Häggander, Carolina Sandgren, Ulrika Tenstam, Anne Gjevang, Seppo Ruohonen, Mats Persson, Johann Tilli, Göteborgs Symfoniker, Göteborgs Operan Kör, Göteborgs Symfoniska Kör, Kungliga Filharmoniska Kören i Stockholm, Brunnsbokören, Rahvusooper Estonia Poistekoo, 1994, I – 20:41, II – 51:36 [70:16], BIS

Pisałem już o nagraniu Ósmej pod batutą Yannicka Nézet-Séguina (link do tej recenzji TUTAJ). Nie spodobało mi się to nagranie wtedy, nie podoba się i teraz. Można doceniać jakość brzmienia orkiestry, ale sama interpretacja jest powierzchowna i mało zniuansowana. Jest, jak to się mówi po angielsku, flashy and splashy. Na dodatek balans jest dziwny. Słabo słychać tu perkusję, a to samo dotyczy chóru dziecięcego, utopionego w masie brzmienia. Kulminacje nie są wyraźnie podkreślone, a stopniowanie napięcia praktycznie tu nie istnieje. Wszyscy grają i śpiewają, ile fabryka dała. Nie jest to, niestety, zbyt udana realizacja tego dzieła.
Yannick Nézet-Séguin, Angela Meade, Erin Wall, Lisette Oropesa, Elizabeth Bishop, Mihoko Fujimura, Anthony Dean Griffey, Markus Werba, John Relyea, Philadelphia Orchestra, Westminster Symphonic Choir, The Choral Arts Society of Washington, The American Boychoir, 2016, I – 23:25, II – 59:55 [83:20], Deutsche Grammophon

Tempo, w którym Michael Tilson Thomas prowadzi pierwsze ogniwo Ósmej, jest dobrze dobrane. Problem leży gdzie indziej. Po pierwsze – w jakości dźwięku, który jest nieco zbyt oddalony. Muzyka zdaje się dobiegać z dystansu, a brzmienie poszczególnych sekcji nieco zlewa się ze sobą. Może taki już urok nagrań live? Po drugie – mało w tej interpretacji ostrości i energii. Jest dość ostrożna, a przez to monotonna. I to nawet w fudze, w której, co gorsza, brakuje czytelności. W zakończeniu MTT nagle przyspiesza, przez co muzyka staje się dość zagoniona, a do tego – podkreślę – mało czytelna.
Niestety, także w drugim ogniwie podejście dyrygenta jest zbyt ostrożne w stosunku do tego, czego tak muzyka potrzebuje. Orkiestrowy wstęp jest monotonny, pozbawiony napięcia. Nie przekonuje i nie wciąga. Później także nie jest lepiej. MTT był dyrygentem lirycznym, o łagodnym temperamencie. Z tego też powodu jego Ósma jest przepoetyzowana i przeliryzowana. Tempa są momentami bardzo powolne, co przy braku kontrastów sprawia, że muzyka wlecze się i staje się nużąca. Brakuje w niej napięcia, rozmachu i napędu. W zakończeniu nieprzyjemnie zaskakują dziwne pauzy, które dodatkowo odbierają muzyce energię.
Unikać, nie słuchać, czasu nie tracić.
Michael Tilson Thomas, Erin Wall, Elza Van Der Heever, Laura Claycomb, Katarina Karnéus, Yvonne Naef, Anthony Dean Griffey, Quinn Kelsey, James Morris, San Francisco Symphony Orchestra, San Francisco Symphony Chorus, Pacific Boychoir Kevin Fox, San Francisco Girls Chorus Susan McMane, 2008, I – 23:16, II – 60:18 [83:34], SFS Media

Seiji Ozawa nie jest dyrygentem, który miałby opinię wybitnego wykonawcy dzieł Mahlera. Być może właśnie dlatego jego Ósma jest tak zaskakująca i jednocześnie zajmująca. Jest tu jeden tylko chór, ale okazuje się on wystarczający. Być może jest to zasługa świetnej realizacji nagrania, które jest ujmująco naturalne, a przy tym przejrzyste. Organy są dobrze wtopione w brzmienie, brzmienie blachy to rozkosz dla uszu, chór dziecięcy nie gubi się gdzieś w magmie brzmienia, a Ozawa prowadzi całość z energią i życiem.
Hymn jest znakomity, a dyrygent znalazł tu świetny balans pomiędzy huraganowym pędem, przejrzystością i muzykalnością. Fragmenty, które często są krzykliwe i zagonione są tu przejrzyste i naturalne. Druga część prowadzona jest w szybkim tempie, więc nic się tu nie przeciąga ani nie rozlewa jak u Tilsona Thomasa czy Kagana. Uwagę zwracają też znakomici soliści na czele ze sprawdzonym już w boju Kennethem Riegelem. Boston Symphony Orchestra ma ciepłe, jędrne i mięsiste brzmienie, a wyróżniają się w nim ekspresyjny kwintet i przepiękna blacha. Słucha się tego z wielką przyjemnością. Tym bardziej że kulminacja jest świetna. Szkoda tylko, że tam-tam nie jest lepiej słyszalny, ale to drobiazg.
Świetna realizacja!
Seiji Ozawa, Faye Robinson, Judith Blegen, Deborah Sasson, Florence Quivar, Lorna Myers, Kenneth Riegel, Benjamin Luxon, Gwynne Howell, Tanglewood Festival Chorus, Boston Boys Choir, Boston Symphony Orchestra, 1980, I – 23:06, II – 56:04 [79:10], Philips

Nagranie Vladimira Jurowskiego pochodzi z koncertów, które odbyły się w kwietniu 2017 roku w Royal Festival Hall. Uważam tego dyrygenta za jednego z czołowych wykonawców dzieł Mahlera naszych czasów, a jego interpretacja Ósmej tylko mnie w tym utwierdza. Hymn prowadzony jest żywo i z animuszem, ale tempo jest na tyle dobrze dobrane, że muzyka ma czas oddychać, wydobywa też rozmaite detale z potężnej masy brzmienia. Jeśli coś tu przeszkadza, to przede wszystkim ciasna i niewdzięczna akustyka sali. Jeśli jednak chodzi o samą interpretację, to jest ona niezwykle zajmująca, a także ekscytująca. Udało się tu uchwycić ów dreszcz, który towarzyszy najlepszym wykonaniom koncertowym, a chóry i soliści stoją na wysokości zadania. Po zakończeniu pierwszego ogniwa publiczność zerwała się zresztą do spontanicznej owacji, czemu wcale się nie dziwię!
Początek drugiego ogniwa jest piękny, bardzo delikatny. Wiele tu też tak charakterystycznych dla tego dyrygenta indywidualnych akcentów, choćby w miejscu, w którym puzony grają ciszej niż zazwyczaj, a na pierwszy plan wysuwają się fagoty. Niby nic, niby szczegół, a robi różnicę. Cóż, wszak diabeł tkwi w szczegółach. Kto jak kto, ale Faust o tym wiedział. Także cała pozostała część introdukcji jest bardzo satysfakcjonująca i pełna ekspresji. Także później jest ciekawie, a orkiestra naprawdę tu błyszczy, prowadzona jest w ciekawy, niebanalny sposób. Przepiękne, plastyczne i soczyste kulminacje!
Aż korci, żeby napisać: „typowy Jurowski!” Nie stawia utworu na głowie, nie wydziwia, ale, zachowując szacunek do tego, co Mahler zapisał w nutach, jednocześnie wydobywa tu plastycznie i sugestywnie nowe warstwy i nowe znaczenia.
Vladimir Jurowski, Judith Howarth, Anne Schwanewilms, Sofia Fomina, Michaela Selinger, Patricia Bardon, Barry Banks, Stephen Gadd, Matthew Rose, London Philharmonic Choir, London Symphony Chorus, Tiffin Boys’ Choir, Clare College Choir, Cambridge, London Philharmonic Orchestra, 2017, I – 22:22, II – 58:50 [81:12], LPO Live
Czas na werdykt.
Nagrania z pierwszego kręgu, czyli świetna interpretacja, świetny dźwięk i znakomite odczytanie intencji kompozytora: Abbado, Bertini, Chailly, Gielen (obie wersje), Haitink, Jurowski, Ozawa, Solti, Wit.
Nagrania z drugiego kręgu, czyli te ekscentryczne lub historyczne ciekawostki: Bernstein (DG), Boulez, Mitropoulos, Scherchen, Stokowski.
I jeszcze słowo wyjaśnienia w kwestii ikonografii. Do wyboru wykorzystanych ilustracji zainspirowała mnie relacja prasowa, napisana po prawykonaniu Ósmej przez Zdzisława Jachimeckiego i opublikowana w „Kurierze Warszawskim”:
Prąd muzyki, czystej jak kryształ, spływa świetnymi kaskadami ustępów chóralnych i solowych. Ma się wrażenie jakby cały Raj Tintoretta z pałacu dożów ożywił się i dźwiękami śpiewów zapełnił. Wrażenie wskroś elementarne, nieporównane z niczym, co znamy dotychczas. Mahler operuje aparatem chórów, podzielonych na kilka części, solistów i orkiestry – prawdziwie olbrzymiej, w sposób tak mistrzowski, że porównań szukać możemy tylko u Bacha lub Händla.
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
