Zimerman & Rattle grają Beethovena

Krystiana Zimermana nikomu przedstawiać nie trzeba. Laureat Konkursu Chopinowskiego w 1975 roku występuje i nagrywa dość rzadko, więc każdy jego koncert i każde nagranie, zawierające przemyślaną w najdrobniejszych szczegółach interpretację kolejnego dzieła, budzi duże zainteresowanie. Ostatni album pianisty ukazał się trzy lata temu i związany był z obchodami setnej rocznicy urodzin Leonarda Bernsteina. Najnowsze wydawnictwo też jest rocznicowe, wiąże się bowiem z 250. urodzinami Ludwiga van Beethovena. Obchody te nie wypadły spektakularnie, bo we wszystko wmieszała się pandemia i większość z zaplanowanych z dużym wyprzedzeniem koncertów trzeba było odwołać. Wliczyły się w to także koncerty Zimermana, podczas których wykonywać miał komplet koncertów fortepianowych tego kompozytora. Cóż, pozostaje mieć nadzieję, że nie jest za późno i że artysta zechce zaprezentować nam swoje interpretacje jak sytuacja trochę się uspokoi. W międzyczasie można zaś słuchać płyt, na których artysta wykonuje te utwory wespół z sir Simonem Rattlem i London Symphony Orchestra. Nie jest to jego pierwsze podejście do koncertów Beethovena. Swój pierwszy cykl zrealizował z Leonardem Bernsteinem i Wiener Philharmoniker (III, IV i V Koncert), a po jego śmierci wcielił się w podwójną rolę pianisty i dyrygenta (I i II Koncert). Te wczesne rejestracje słusznie przeszły już do klasyki fonografii, nowy cykl budzi więc tym większe zainteresowanie.

Wydaje mi się, że nie ma większego sensu przypatrywanie się z osobna każdej części i każdemu koncertowi, lepiej zaś znaleźć elementy, które łączą interpretacje wszystkich tych dzieł. Zimerman gra je dźwiękiem jasnym i lekkim, zwraca baczną uwagę na artykulację, z wdziękiem podkreśla rytmikę, co wprowadza do tej muzyki element beztroski i rozluźnienia. Muzyka ta grana jest bardzo wprost, bez doszukiwania się w niej na siłę elementów, których w niej nie ma. To nie jest tytaniczny, romantyczny Beethoven szamocący się z przeznaczeniem. Dla polskiego pianisty jest to bardziej spadkobierca klasycyzmu, co paradoksalnie rzuca się w uszy szczególnie w dwóch ostatnich koncertach, które nie są tak przejmujące i ekspresyjne jak mogłyby być. Także Rattle prowadzi swoją orkiestrę lekko, uwagę słuchającego przykuwają zwłaszcza gładkie i jedwabiste smyczki (które brzmią zupełnie inaczej, cieniej i przejrzyściej niż te z Wiener Philharmoniker w 1989 roku) oraz wyraziste wejścia kotłów grających z twardymi pałkami. Niestety – akompaniament ten nie jest na dłuższą metę zbyt interesujący. Wręcz przeciwnie, w pewnym momencie może zacząć sprawiać wrażenie mdłego i płaskiego. Zagrany jest ładnie, ale bez przekonania i większego zaangażowania. O ile więc wykonanie partii solowych przez Zimermana jest apollińskie w lekkości i swobodzie, o tyle Rattle jako jego partner nie sprawdza się zbyt dobrze. Jego Beethoven jest zbyt ugrzeczniony, zbyt gładki. To bardziej związek z rozsądku niż braterstwo dusz. Być może zaważyły na tym pandemiczne restrykcje? Muzycy grali w końcu w dużych odstępach od siebie, co musiało też wpłynąć na brzmienie.

Album nie jest kamieniem milowym w historii fonografii. Jest to jak najbardziej rzetelna realizacja partytur Beethovena, ale więcej tam głowy niż serca (zwłaszcza po stronie Rattle’a). Nie jest też niestety tak, że odbiorca znajdzie tu jakieś rewelacyjne rzeczy, których nie słyszał nigdzie indziej. Pierwsze dwa haydnowsko-mozartowskie koncerty wypadają przepysznie, są świeże i rześkie, ale im dalej w romantyzm, tym rozdźwięk pomiędzy pianistą a dyrygentem staje się głębszy. Wiadomo że przed ukazaniem się TAKIEGO albumu oczekiwania były wywindowane bardzo wysoko. Rzeczywistość pokazała że zbyt wysoko. Czy słuchać Zimermana w Beethovenie? Jak najbardziej, ale lepiej chyba wrócić do tych starych nagrań z Bernsteinem. Są znacznie bardziej ciekawe i świeże, a orkiestra prowadzona jest w nich znacznie ciekawiej.

 

Ludwig van Beethoven

I Koncert fortepianowy C-dur op. 15
II Koncert fortepianowy B-dur op. 19
III Koncert fortepianowy c-moll op. 37
IV Koncert fortepianowy G-dur op. 58
V Koncert fortepianowy Es-dur op. 73 Cesarski

Krystian Zimerman – fortepian
Sir Simon Rattle – dyrygent
London Symphony Orchestra

Deutsche Grammophon

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.