Symfonie Tadeusza Bairda

Tadeusza Bairda (1928–1981) zwykło się określać mianem „ostatniego romantyka”. Na płycie wydanej przez PWM w serii Anaklasis otrzymujemy komplet (czyżby? O tym za chwilę) symfonii tego kompozytora. Każdą z nich wykonuje obecna Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia (także pod wcześniejszymi nazwami – WOSPR i WOSPRiTV), każda została nagrana z innym dyrygentem i w innej sali. Mamy więc dwa nagrania I Symfonii: Jana Krenza z lat 1951–1952, zarejestrowane w warszawskiej sali Romy, oraz Zbigniewa Gracy z 1991 roku, utrwalone w katowickiej sali przy ul. Sejmu Śląskiego. Nagranie II Symfonii pod batutą Henryka Czyża pochodzi z 1955 roku i zostało zarejestrowane w sali przy ul. Plebiscytowej 3 w Katowicach. Wreszcie III Symfonia, utrwalona przez Łukasza Borowicza w 2024 roku, powstała już w obecnej siedzibie orkiestry przy placu Kilara.

I Symfonia powstała w 1950 roku i jest dziełem neoklasycznym – zasadniczo lekkim, dowcipnym i pełnym wdzięku, choć w drugim ogniwie pojawia się także odrobina melancholii. Znakomicie się jej słucha, a uwagę zwraca zwłaszcza koronkowa orkiestracja trzeciego, lekkiego i żartobliwego ogniwa.

Także II Symfonia, ukończona w 1952 roku, osadzona jest w estetyce neoklasycznej. Została zbudowana w ciekawy sposób: Largo, Allegro (quasi variationi) oraz Non troppo allegro, poco maestoso. Najdłuższa jest część wolna (13:44), następnie druga (6:46) i trzecia (5:07). Sposób konstrukcji formy mocno przypomina tu VI Symfonię h-moll Szostakowicza. Baird podobno nie znosił muzyki tego kompozytora, ale deklaracja ta nie ma chyba większego znaczenia. W drugim ogniwie w partiach smyczków pojawia się kilka fragmentów brzmiących tak, jakby zostały żywcem wyjęte z Szostakowicza. Trzeba patrzeć na to, co kto robi, a nie na to, co mówi. Podobnie jak Wagner, który był antysemitą, a mimo to grywał w domu na fortepianie fragmenty oper Meyerbeera. Albo jak Debussy, który nabijał się z muzyki Griega, pisząc, że to „cukierki nadziewane śniegiem”, a jednocześnie ściągał od niego ile wlezie.

Sarkazm na bok – to kawał świetnej muzyki: barwnej, ciekawej, o czytelnie poprowadzonej narracji. Część wolna ma w sobie głębię wyrazu, zaciekawia i przykuwa uwagę. Dużym problemem pozostaje jednak jakość dźwięku – płaska, ciasna i mało przestrzenna. W dwóch szybkich i dość głośnych ogniwach nie przeszkadza to aż tak bardzo, natomiast w przypadku koronkowo orkiestrowanej części wolnej jest wręcz zabójcze. W drugiej części uwagę zwraca subtelnie wpleciony w narrację rytm walca, finał zaś opiera się na wyrazistych rytmach marszowych.

III Symfonia to już kompozycja późniejsza, utrzymana w innej stylistyce i inaczej rozplanowana. Pewien problem percepcyjny stanowi brak kontrastów. Utwór składa się z czterech ogniw (Poco andante, improvvisando; Andante moderato; Non troppo allegro; Moderato ma grave), ale są one do siebie tak podobne, że jedno przechodzi w drugie wprawdzie płynnie, lecz trudno uchwycić moment zmiany. Stąd bierze się wrażenie monotonii i braku wyraźnego zróżnicowania. Muzyka meandruje bez wyraźnego celu. Owszem, orkiestra jest bardzo duża (w obsadzie pojawia się nawet klawesyn), a odcinki tutti kontrastują z rozbudowanymi solówkami klarnetu i oboju, ale to za mało. Choć trzeba przyznać, że NOSPR gra pod batutą Borowicza znakomicie, a jakość dźwięku jest satysfakcjonująca, nie zmienia to ogólnego wrażenia. Muzyka pozostaje mdła. Jak zauważa Rafał Augustyn w komentarzu dołączonym do albumu, „partytura jest po prostu piękna wizualnie”. Dobrze, że chociaż to.

Na drugim krążku znalazło się tylko jedno nagranie – ponownie I Symfonia, tym razem w wykonaniu WOSPR, zarejestrowana na przełomie lat 1951 i 1952. Tempa są tu znacznie szybsze niż w nagraniu Grucy:

Graca: I – 8:35, II – 4:20, III – 6:04, IV – 6:09, V – 5:37 [30:45]
Krenz: I – 6:07, II – 3:31, III – 4:37, IV – 5:13, V – 4:35 [24:07]

Różnica pomiędzy obiema interpretacjami jest ogromna. Sześć minut w przypadku muzyki zasadniczo szybkiej i dynamicznej robi kolosalną różnicę. U Krenza całość jest znacznie bardziej atletyczna i rytmiczna. Pomimo wieku nagrania zostało ono bardzo dobrze opracowane i nie sprawia wrażenia fonograficznego wykopaliska. Oczywiście przy tak szybkich tempach Krenz nie wydobywa z partytury tylu detali, co Graca, ale wolę tę starszą, bardziej energiczną i rześką interpretację od Gracowego rozpływania się w nastrojach. Bardzo dobrze, że zdecydowano się zamieścić dwie interpretacje jednego, w gruncie rzeczy mało znanego i niszowego utworu.

Problem leży jednak gdzie indziej. Na drugiej płycie pozostaje aż 55 minut wolnego miejsca. Bez trudu zmieściłyby się tam: Koncert na orkiestrę (22 minuty), Sinfonia brevis (16 minut), Elegia (10 minut), ewentualnie Concerto lugubre (19 minut), Canzona (14 minut) czy Sinfonietta. Wybór był spory, pozostaje więc poczucie niedosytu, że przy okazji tego wydania nie skorzystano z okazji do promocji innych dzieł Bairda. Tym bardziej że istnieją jeszcze dwa utwory „symfoniopodobne” – Sinfonia brevisSinfonietta. Dlaczego nie znalazły się na albumie? To wiedzą zapewne tylko w PWM.

Wydawnictwo ukazało się niemal równolegle z książką Rafała Augustyna, wydaną przez PWM w serii Małe monografie. To dobra okazja, by po nią sięgnąć i poszerzyć wiedzę o twórczości tego kompozytora.

 

Tadeusz Baird

I Symfonia*
II Symfonia**
III Symfonia***

Łukasz Borowicz – dyrygent***
Henryk Czyż – dyrygent**
Zbigniew Graca – dyrygent*
Jan Krenz – dyrygent*

Anaklasis

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Klasyczna płytoteka powstaje dzięki mojej regularnej pracy. Jeśli masz ochotę ją wesprzeć, zapraszam na profil bloga w serwisie Patronite.pl.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.