Podczas słuchania tego albumu towarzyszyła mi ulga pomieszana z radością. Po niezbyt ciekawym nagraniu kompletu symfonii Mahlera pod dyrekcją Semyona Bychkova zacząłem zastanawiać się, czy po dzieła austriackiego kompozytora sięgają już tylko ci, którzy nie mają w nich nic do powiedzenia. Okazało się, że jest inaczej, a odmianę przyniósł album firmowany nazwiskiem Vladimira Jurowskiego, nagrany z London Philharmonic Orchestra. Ten wybitny artysta był głównym dyrygentem tego zespołu od 2007 do 2021 roku, a nadal z nim współpracuje i nagrywa. Ma rękę do utworów Mahlera – jego nagranie Drugiej należy, moim zdaniem, do najlepszych, a słyszana na żywo (ale jeszcze przez artystę nienagrana) Szósta także nie rozczarowywała. Pierwszej, Czwartej i Ósmej jeszcze nie słuchałem, a Pieśń o ziemi jest dobra, ale może nie rewelacyjna. Co najważniejsze: jego rejestracje nie powstają taśmowo w rezultacie realizacji jednego projektu, co akurat jest dobrym znakiem. Wydana w tym roku Dziewiąta została zarejestrowana podczas koncertu 3 grudnia 2022 roku.
Przyjęło się interpretować to dzieło jako pożegnanie Mahlera z życiem, ale jest to moim zdaniem interpretacja dość bałamutna. Przecież gdyby kompozytor umarł po Drugiej, Czwartej czy Szóstej, to legenda o odchodzeniu byłaby równie żywa i równie nośna. Po stworzeniu Dziewiątej i w trakcie pisania Dziesiątej Mahler raczej nie myślał o własnej śmierci. Kupił wtedy ziemię 100 km od Wiednia, gdzie chciał wybudować dom i zamieszkać na emeryturze, planował też trasę koncertową po Europie z New York Philharmonic Orchestra. To, że umarł akurat wtedy, stało się młynem na wodę nawiedzonych histeryków, których nie brak ani wśród komentatorów, ani wśród historyków muzyki. Jednym i drugim zdecydowanie przydałoby się więcej przytomności umysłu. Stąd też biorą się bardzo powolne tempa, w jakich często się tę symfonię wykonuje. Staje się dzięki temu jeszcze bardziej przepojona melancholią, co nie jest niczym złym.
Jurowski poszedł w swojej interpretacji inną drogą niż choćby Leonard Bernstein, Leif Segerstam, James Levine czy Giuseppe Sinopoli. Jego tempa są szybkie, a cała Dziewiąta trwa „zaledwie” 78 minut, czyli mniej więcej tyle samo co w nagraniach Daniela Barenboima, Johna Barbirolliego czy Bruno Maderny. Nie jest ona przez to tyle pożegnaniem z życiem, co raczej parciem w stronę muzycznej nowoczesności, z bardzo zaawansowaną harmoniką czy intencjonalnie wynaturzoną kolorystyką. Jednocześnie związek z romantyzmem nie zostaje u Jurowskiego zerwany. Dyrygent eksponuje śpiewną melodykę, a brzmienie LPO jest miękkie i pełne ciepła. Ale melodie trzymane są w ryzach – nie rozlewają się zbyt szeroko, ale wartko płyną do przodu, nawet w eterycznym zakończeniu Adagia. Dyrygent bardzo dobrze potrafi też połączyć intensywność i napięcie z refleksyjnością, co jest esencją stylu Mahlera i co jest bardzo trudne do osiągnięcia. Doskonale wie też, kiedy z orkiestry trzeba wydobyć brzmienia ostrzejsze, chropowate i nieprzyjemne, co przekłada się na świetne wykonania środkowych ogniw. Jurowski dobrze wiedział, że taniec w drugim ogniwie powinien za każdym powrotem materiału coraz bardziej przyspieszać, a Rondo-Burleske także utrzymana jest w wartkim tempie. Co ważne, zachował proporcje nie tylko w ramach ogniw, ale także pomiędzy nimi. W tych wolniejszych interpretacjach dzieje się czasem tak, że Andante i Adagio są równe sobie pod względem czasu trwania, a pierwsze ogniwo staje się, no właśnie, kolejnym adagiem. Jurowski prowadzi je natomiast w dobrze dobranym, umiarkowanym tempie, przez co nie dopuszcza tu do żadnych przestojów. Jedynym większym mankamentem wykonania tego ogniwa (i w sumie całej symfonii) jest fakt, że główna kulminacja jest nieco przytłumiona, a dźwięk tam tamu jest zbyt wtopiony w brzmienie.
Album ma niestety duży minus. Jest wydany bardzo niechlujnie i po taniości, a płyta jest umieszczona w papierowym etui. Nie jest to estetyczne, nie gwarantuje też dobrej ochrony, ale mniejsza z tym. Interpretacja jest rewelacyjna, a tak naprawdę tylko to się liczy. Jurowski nie robi z Dziewiątej nekrologu kompozytora, ale pokazuje ją jako dzieło graniczne – odważne i wizjonerskie.
Gustav Mahler
IX Symfonia D-dur
London Philharmonic Orchestra
Vladimir Jurowski – dyrygent
LPO
Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl
