Alfvén, Nielsen & Grieg pod batutą Bjarte Engeseta w Filharmonii Narodowej

Programy zaprezentowane przez zespoły Filharmonii Narodowej podczas ostatnich koncertów abonamentowych były wyjątkowo atrakcyjne, bowiem wszystkie zaprezentowane na nich dzieła były wykonywane przez Orkiestrę i Chór FN po raz pierwszy. Poprowadził je norweski dyrygent Bjarte Engeset, specjalista od tego repertuaru, który dla wytwórni Naxos zarejestrował  komplet utworów Edvarda Griega. Na pewno więc był więc podczas tego koncertu właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.

Koncert rozpoczęło wykonanie I Rapsodii szwedzkiej Midsommarvaka (Noc świętojańska) op. 19 Hugo Alfvéna. To dzieło podobne do Rapsodii węgierskich Ferenca Liszta czy Rapsodii rumuńskich George’a Enescu, a zatem melodyjne, wpadające w ucho i wdzięczne w odbiorze, wskazujące w orkiestracji wpływy muzyki Richarda Straussa. Zagrane zostało pod batutą Engeseta przejrzyście i z humorem, a atrakcyjnie zabrzmiała zwłaszcza rozpoczynająca Rapsodię solówka klarnetu.

W podobnie lekkim nastroju utrzymają jest humoreska liryczna Carla Nielsena Wiona na Fionii na trzy głosy solowe, chór mieszany, chór dziecięcy i orkiestrę. Muszę przyznać, że muzyki samej w sobie słucha się dobrze, natomiast tekst jest tak błahy że lepiej go w ogóle nie znać, aby czerpać z tej muzyki jakąkolwiek satysfakcję. Soliści: Iwona Sobotka (sopran), Tomasz Warmijak (tenor) i Dariusz Madej (bas) stanęli na wysokości zadania, czego niestety nie można powiedzieć o słabo tutaj słyszalnym chórze dziecięcym ARTOS. Muzyka Nielsena zabrzmiała pod batutą Engeseta elegancko, aczkolwiek nie zapadała w pamięć, a nie pomagała też świadomość, że chóry i soliści śpiewają teksty na temat karmienia kota mlekiem czy podrywaniu grubawych dziewcząt (bo innych już nie ma).

Druga część koncertu poświęcona była w całości muzyce scenicznej do Peer Gynta Edvarda Griega. Zamiast jednak wybrać dwie znane praktycznie bez wyjątku każdemu suity, wykonano obszerne fragmenty z oryginalnej muzyki scenicznej z udziałem solistów, chóru i… odtwarzającego rolę tytułową aktora, Hansa Jacoba Sanda. Jego udział w całym przedsięwzięciu był zresztą dość kontrowersyjny, gdyż nie wszystkie wypowiadane przez niego kwestie znalazły się w książeczce programowej, a napisów na ekranie także nie uświadczyliśmy. Był ekspresyjny i ciekawie odegrał swoją rolę, ale niestety z powodu bariery językowej nie wszystkie wypowiadane przez niego kwestie dla publiczności zrozumiałe. Sobotka świetnie wypadła w dwóch częściach śpiewanych przez Solwejgę (czyli w Pieśni i w Kołysance), znakomite wrażenie robił chór. Jednak już sposób interpretacji warstwy orkiestrowej przez Engeseta budził mieszane uczucia. Świetnie wypadały odcinki liryczne, utrzymane w wolnym tempie (Poranek czy Śmierć Azy) oraz dwa tańce ludowe (HallingSpringar), jednakże już w tych szybszych i bardziej dynamicznych czegoś brakowało. Brzmienie orkiestry było przejrzyste, ale dość cienkie, brakowało mu ciężaru i masy, a niektóre kulminacje (W grocie króla gór) brzmiały momentami dość bałaganiarsko i niezbyt groźnie (a bohatera goni tu przecież stado niezbyt przyjaźnie nastawionych trolli). Sama muzyka była jednak nadzwyczaj interesująca, na tyle interesująca, że szkoda, że nie zagrano jej w całości. Jest znacznie ciekawsza niż grane niekiedy w formie suit wyjątki, prezentuje też w znacznie większym stopniu kunszt orkiestracji Griega, pojawia się tu bowiem także ksylofon, tam-tam czy windmaschine, pojawiająca się w scenie zatopienia okrętu. Znakomicie spisały się oba chóry, a ARTOS był tym razem znacznie lepiej słyszalny, co dawało znakomite rezultaty zwłaszcza w scenie pościgu trolli za tytułowym bohaterem. Nie jest to zresztą muzyka, którą należy traktować z nabożną czcią, o czym dobitnie niech świadczy taki oto fragment, który można było odnaleźć w książeczce programowej:

Peer Gynt
(ścigany przez młode trolle)
Zostawcie mnie, diabelskie pomioty!
(chce czmychnąć przez komin)

Młode trolle
Koboldy! Skrzaty!
W tyłek go ugryźcie!

Peer Gynt
Au!
(chce uciec do piwnicy)

Także tak… Mówi się czasem, że to co gra się po filharmoniach to muzyka poważna. Jak widać, słychać i czuć – nie zawsze (i dobrze). Publiczność z entuzjazmem przyjęła muzykę Griega, a owacja na stojąco była gorąca i trwała długo.

 

foto. DG ART Fotografia/Filharmonia Narodowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.