John Williams & Anne-Sophie Mutter w Musikverein

John Williams to w świecie muzyki i kinematografii postać, której przedstawiać nie trzeba. Urodzony w 1932 roku kompozytor jest żywą legendą, a jego nieliczne występy dyrygenckie na Starym Kontynencie to wielka rzadkość. Jego koncerty z Wiener Philharmoniker miały odbyć się już w listopadzie 2018 roku, ale odwołano je wtedy ze względu na kłopoty zdrowotne artysty. Biorąc pod uwagę zaawansowany wiek Williamsa, który w lutym skończy 88 lat, straciłem wtedy nadzieję na usłyszenie go na żywo, jednak niespodziewanie wiedeńskie Towarzystwo Przyjaciół Muzyki ogłosiło, że występy odbędą się 18 i 19 stycznia bieżącego roku. Koncert uświetniła obecność Anne-Sophie Mutter, która wykonała kilka aranżacji przygotowanych przez Williamsa na potrzeby ich wspólnego albumu Across the Stars.

Koncert miał układ dwuczęściowy, a na każdą z części złożyło się po siedem utworów, które przerywane były niekiedy przez krótkie anegdotki opowiadane przez dyrygenta. W programie znalazły się utwory, które każdy z nas słyszał na tym albo tamtym etapie swojego życia. Pisząc o nich trudno zachować dystans, bo pisane przez Williamsa ścieżki dźwiękowe mnie także towarzyszyły w zasadzie od zawsze i mam do nich silny sentyment. Koncert rozpoczął się zwyczajową owacją, którą dostaje z góry każdy artysta pojawiający się na estradzie. Nie każdy artysta jednak dostaje już na wstępie tak gorącą owację na stojąco, a to właśnie zdarzyło się Williamsowi w Musikverein.

Koncert rozpoczął się wykonaniem dwóch utworów orkiestrowych – Flight to Neverland z filmu Hook oraz fragmentu ścieżki dźwiękowej z Bliskich spotkań trzeciego stopnia. Ten pierwszy to typowe dzieło swego twórcy – lekkie, wdzięczne, melodyjne, doskonale zorkiestrowane. Drugie jest na Williamsa nietypowe, pobrzmiewa bowiem nieco awangardą lat 60., a zastosowane przez kompozytora klastery i glissanda pomagają wykreować nastrój grozy i niesamowitości.
Po drugim z tych utworów do dyrygenta dołączyła Mutter, która wykonała cztery aranżacje ze wspomnianego już albumu: Hedwig’s ThemeHarry’ego Pottera, liryczny temat z Sabriny, szybki i energiczny Donnybrook FairFar and AwayDevil’s DanceThe Witches of Eastwick. Gwoli ścisłości – ostatnia z tych kompozycji nie znalazła się na płycie, gdyż Williams nie zdążył przygotować jej na czas, ale Mutter chętnie grywa ją na koncertach. I słusznie, bo to świetny, dynamiczny i wirtuozowski utwór, którego świetnie się słucha. Skrzypaczka grała tak jak to ona potrafi – z zacięciem, dźwiękiem jasnym i lekkim, ale momentami niepotrzebnie ornamentowała wykonywane kompozycje. Łamane akordy w wysokim rejestrze w temacie Hedwigi nie brzmiały zbyt dobrze i wydawały się niepotrzebnym komplikowaniem samej w sobie przecież wystarczająco pięknej melodii. Poza tym jednak były to wykonania wzorcowe, wykonane przez skrzypaczkę con amore. Pierwszą część koncertu zwieńczyło wykonanie Adventures on EarthE.T. Także tego utworu słuchało się z ogromną przyjemnością, a Wiedeńczycy grali wspaniale.

Fragmenty ścieżki dźwiękowej do Jurassic Park, od których rozpoczęła się część druga koncertu, nie wypadły za to zbyt ciekawie. Williams poprowadził je w zbyt szybkim tempie, nie pilnując też za bardzo frazowania. Na domiar złego ten pierwszy utwór był w zasadzie niezbyt udanym zlepkiem kilku najbardziej rozpoznawalnych melodii z tego filmu. Cała ścieżka dźwiękowa jest świetna, szkoda więc że nie zabrzmiał jeden odcinek, wykonany od początku do końca. Usłyszeliśmy też Dartmoor, 1912War Horse, Out to Sea/Shark Cage FugueJaws i temat Marion z Raiders of the Lost Ark. Wszystkich tych kompozycji słuchało się z ogromną przyjemnością, jednak największą furorę zrobiły trzy fragmenty z Gwiezdnych wojen, wykonane na koniec: The Rebellion is Reborn, Luke and Leia i brawurowo wykonany temat główny. Tak histeryczne i intensywne owacje nie zdarzają się chyba w Musikverein często, ale publiczność dobrze zdawała sobie sprawę jak wyjątkowe jest to wydarzenie.

Jednak na tym koncert wcale się nie skończył. Na estradę wróciła bowiem Mutter, która razem z Williamsem wykonała trzy bisy, także pochodzące z Across the Stars: Nice to be aroundCinderella Liberty, The DuelPrzygód Tintina i temat z Listy Schindlera. Jakby tego było mało Williams zadyrygował także Raiders MarchIndiany Jonesa i, last but not least, Imperial March! Takiego spontanicznego wybuchu entuzjazmu nie słyszałem na tego typu koncercie absolutnie nigdy, a i samo wykonanie było świetne – dynamiczne i zadziorne. Kiedy zabrzmiały pierwsze takty tego utworu publiczność zaczęła krzyczeć, bić brawo, wiwatować i okazywać entuzjazm, którego próżno szukać na normalnych koncertach w filharmoniach.

Korzystając z okazji wypada zapytać o najważniejsze: jakim dyrygentem jest John Williams? Na koncertach występuje głównie kierując własnymi utworami, dzieł innych twórców na warsztat nie bierze. Dyryguje sprawnie, ale być może nie porywająco, jego ruchy są czytelne, aczkolwiek momentami nieco kanciaste. Owa kanciastość ruchów przekłada się niekiedy na kanciastość brzmienia samej muzyki, która mogłaby momentami płynąć nawet bardziej potoczyście. Wystarczy w tym celu porównać choćby fragmenty muzyki z Gwiezdnych wojen wykonywane pod batutą Sir Simona Rattle’a. Wiedeńczycy są zespołem tak zdyscyplinowanym, że byliby w stanie zagrać te utwory z jakimkolwiek dyrygentem (a pewnie i bez dyrygenta). Ale też nie o to tu przecież chodzi, aby Williamsa oceniać tak surowo. Ten koncert był przede wszystkim spotkaniem z legendą, hołdem złożonym temu artyście (tytuł koncertu brzmiał przecież Tribute to John Williams) i jako taki spełnił swoje zadania z nawiązką. Była to przecież jedyna w swoim rodzaju i naprawdę niepowtarzalna okazja, żeby usłyszeć Imperial March w wykonaniu Wiener Philharmoniker pod batutą Johna Williamsa. Jak się wysłuchało czegoś takiego to można spokojnie umierać.

 

foto. Dieter Nagl/Wiener Philharmoniker

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.