Kurzak śpiewa Góreckiego. Festiwal Eufonie

Nie jestem wielkim fanem wokalistyki. Nie śledzę z zapartym tchem poczynań gwiazd opery, nie ekscytuję się ich nowymi rolami, nie kupuję płyt i nie spędza mi snu z powiek każda informacja o chrypce tego lub owego artysty. Nie robiłem wyjątku dla Aleksandry Kurzak. Nigdy nie słyszałem tej wokalistki na żywo, ale miałem okazję poznać jakiś czas temu jej interpretacje Szymanowskiego i Nowowiejskiego. Jej obecność na koncercie w ramach festiwalu nowego na muzycznej mapie Warszawy festiwalu Eufonie nie sprawiła, że oszalałem z radości. Zastanawiałem się czy gwiazda opery sprawdzi się śpiewając proste lamentacje Henryka Mikołaja Góreckiego w III Symfonii Symfonii pieśni żałosnych? Byłem przekonany, że artystka w tej poetyce po prostu się nie odnajdzie, a jej występ będzie repertuarowym kuriozum. Obawiałem się, że Kurzak przekombinuje i wykona ten utwór nadmiernie operowo, zmanierowany sposób. Całe szczęście – byłem w błędzie.

Śpiewaczka nie przekombinowała i potraktowała dzieło Góreckiego dokładnie tak jak trzeba je potraktować, czyli z prostotą i z wyczuciem. Jej głos odebrałem jako ciemny, gęsty i nasycony. Może gdyby miał mniej vibrata i gdyby dykcja była wyraźniejsza – to ten występ podobałby mi się jeszcze bardziej. Ale i tak byłem przyjemnie zaskoczony. Kurzak świetnie kontrolowała dynamikę i niektóre frazy kończyła z modlitewnym skupieniem, dobrze pasującym do nastroju muzyki.

Jacek Kaspszyk poprowadził orkiestrę w tempie dość powolnym. Nie wiem czy słyszałem kiedykolwiek wolniejszą interpretację Symfonii Góreckiego. Dyrygent skupił się na wydobyciu z zespołu ciemnego, nasyconego, ale jednocześnie zróżnicowanego kolorystycznie brzmienia. Orkiestra Filharmonii Narodowej brzmiała selektywnie, ale jednocześnie poszczególne grupy instrumentalne harmonijnie ze sobą współgrały. Warszawscy filharmonicy, w przeciwieństwie do swoich kolegów z Sydney, potrafią też grać piano i chętnie z tej umiejętności korzystali. Byli niezwykle wyczuleni na gesty Kaspszyka, który zrobił wszystko, aby zapewnić Kurzak odpowiedni akompaniament. Udało mu się też nie zagłuszyć solistki, a w tej sali i w tej akustyce jest to niestety powszechny grzech popełniany przez orkiestry i dyrygentów.

Byłem więc w sumie pozytywnie zaskoczony. Symfonia Góreckiego była jedynym utworem w programie, tym razem więc publiczność nie miała poczucia przeładowania. Jest to zresztą utwór tak emocjonalnie kaloryczny, że z powodzeniem sprawdza się jako jedyna pozycja w programie.

Fot. Wojtek Dobrogojski / Paradox

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.