Testament Harnoncourta

Koncertowe nagranie Missa solemnis Ludwiga van Beethovena z 2015 roku jest ostatnim nagraniem Nikolausa Harnoncourta. Austriacki dyrygent był jednym z gigantów XX-wiecznej dyrygentury. Jego nagrania prezentowały wybrane przez Maestro utwory w nowym świetle, a owa indywidualność szła w parze z niezwykłą atencją w stosunku do zamiarów kompozytora. Wiedziałem, że wydane przez Sony nagranie Missa solemnis to wielka rzecz, ale długo wahałem się przed sięgnięciem po ten album. Msza Beethovena to jeden z tych utworów, który bardziej szanuję niż lubię. Opieram swoje doświadczenia na znajomości nagrania Otto Klemperera, ale zawsze wydawało mi się, że to utwór rozwlekły, gęsty, trudny w odbiorze. Być może dlatego rzadko wracałem do nagrania Klemperera, a i po żadną inną rejestrację nie sięgałem. Aż do dziś.

Również Harnoncourt przyznawał, że Missa solemnis sprawia mu trudność, wykonał ją też dopiero w 1988 roku, już jako dojrzały dyrygent. Nie znam niestety jego pierwszego nagrania z Chamber Orchestra of Europe i z Arnold Schönberg Choir, nie mogę więc powiedzieć, jak zmieniła się jego interpretacja. W nagraniu z 2015 dyrygent ma do dyspozycji ten sam chór co w poprzednim nagraniu, zmieniła się za to orkiestra. Tym razem Harnoncourt prowadzi Concentus Musicus Wien, a więc swój własny zespół, z którym zdążył się zżyć i który ukształtował od podstaw.

Ten niezwykle silny związek jest zresztą doskonale słyszalny. Tym razem Missa solemnis nie tylko trafiła do mnie, ale zafascynowała siłą i impetem. Dźwięk orkiestry jest specyficzny. Linie melodyczne snute przez smyczki przypominają cienkie i przejrzyste linie. Drewno ma ciepłą barwę brzmienia, blacha dla odmiany wejścia ma mocne, ostre i zdecydowane. Tempa są dość powolne, ale całość nie dłuży się dzięki umiejętnie budowanej dramaturgii i ostrej, wyrazistej artykulacji. Wspaniały jest chór, dysponujący piękną barwą i, podobnie jak orkiestra, wyrazistą artykulacją. Dbałość o słowo i o komunikację znaczenia tekstu zachwyca i wciąga w narrację. Soliści? Ogromnym plusem były dla mnie miękkie głosy Johannesa Chuma (tenor) i Rubena Drole (bas). Korzystne wrażenia pozostawiła po sobie Bernarda Fink (mezzosopran), tylko Laura Aikin (sopran) drażniła głosem świdrującym w wysokim rejestrze.

Kiedy słuchałem wcześniej Missa solemnis, miałem wrażenie, że dzieło składa się z przewalających się potężnych fal dźwięku, że tworzy potężną ale mało przejrzystą całość. W interpretacji Harnoncourta Msza Beethovena jest złożona z różnobarwnych nitek. Każda z nich jest inna, każda ma inny charakter, każda jest ważna, każdą słychać. Dodajcie do tego pasję dyrygenta, tworzącego wizję gorącą, przejmująco zaangażowaną, wyrazistą. Niezwykła kreacja. Gorąco polecam!

 

Ludwig van Beethoven
Missa solemnis op. 123

Concentus Musicus Wien
Arnold Schönberg Choir

Laura Aikin – sopran
Bernarda Fink – mezzosopran
Johannes Chum – tenor
Ruben Drole – bas
Nikolaus Harnoncourt – dyrygent

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.