Jukka-Pekka Saraste dyryguje IV i V Symfonią Valentina Silvestrova

Pisałem już kilkukrotnie o koncertach i płytach z muzyką ukraińskiego twórcy Valentina Silvestrova. Tym razem postanowiłem sięgnąć po album zarejestrowany w Finlandii (a konkretniej w Lahti) pod batutą pochodzącego z tamtego kraju dyrygenta – Jukka-Pekki Sarasatego. Zawiera on dwie pokaźnych rozmiarów jednoczęściowe symfonie – CzwartąPiątą.

Pierwsze z tych dzieł, napisane w 1976 roku, zadedykowane zostało rosyjskiemu kompozytorowi i klawesyniście Andriejowi Wołkonskiemu. Trwa 25 minut, a twórca przeznaczył je na instrumenty dęte blaszane i smyczki. Składa się z dziesięciu odcinków różniących się pomiędzy sobą pod względem temp (Andante – Allegro agitato – Meno mosso – Allegretto – Andante/Allegretto – Allegro agitato – Andante – Moderato – Meno mosso), nie zostało jednak podzielone przez producentów wydania na osobne ścieżki. Jest to dzieło graniczne. Mamy tu z jednej strony elementy awangardowe: masywne, gęste, klasterowe współbrzmienia i motoryczne ostinata jakby żywcem wyjęte z partytur Prokofiewa, z drugiej zaś strony te gwałtowne wybuchy stopniowo wygasają, uciszają się, ustępując miejsca łagodnej solówce skrzypiec i typowo Silwestrowowskiej mgiełce dźwiękowej. Ostinato powraca, wprowadzając element niepokoju, nigdy jednak zasugerowana nim groźba nie zostaje spełniona. Wpływa jednak na nastrój muzyki, przyciemnia ją i sprawia, że Czwarta kończy się statycznie, w zmartwiałej ciszy, w niskich, długo trzymanych współbrzmieniach smyczków.  Muszę jednak przyznać, że Symfonia ta nie ujęła mnie. Wydała mi się mało esencjonalna. Trochę taka zupa nic. Brzmi zupełnie tak, jakby coś miało się zadziać, ale nie jest w stanie się wydarzyć, co pozostawia uczucie niedosytu.

Piąta jest dziełem bardziej rozbudowanym niż Czwarta, trwa bowiem aż 40 minut. Powstała w latach 1980-1982 i składa się z siedmiu sekcji (Maestoso – Moderato – Animato – Andante – Andantino – Moderato – Andante). Także rozpoczęcie tego dzieła jest ostre i gwałtowne, potem także pojawiają się echa zagrożeń w postaci niskiego tremolo smyczków, dźwięków fortepianu i bębna, ponownie są to jednak tylko echa oddalającego się zagrożenia. Muzyka jest statyczna, elegijna w nastroju, płynie wolno, a snuta przez smyczki przy akompaniamencie harfy kantylena przywodzi na myśl Adagietto Mahlera. Wznoszące pasaże smyczków i drewna wprowadzają do narracji element optymizmu, a to z kolei skutkuje stopniowym wyciszeniem. Przerywają je dźwięki blachy i crescenda perkusji, którym towarzyszą bezdźwięczne zadęcia drewna, co w sumie tworzy obraz dźwiękowy równie niepokojący, co fascynujący i sugestywnie barwny. Także późniejsze uspokojenie z cichymi dźwiękami perkusji, harfy i czelesty jest bardzo barwne. To już „typowy” Silvestrov, muzyka, w której niewiele się dzieje, która jest  echem i wyrazem tęsknoty za przeszłością. Jednak jako całość wywiera ta monumentalna elegia wielkie wrażenie. Jest tu przestrzeń na to zawieszenie w bezczasie, na wsiąknięcie w narrację, w specyficzny, medytacyjny stan.

Sarasate kieruje muzyką Silvestrova cierpliwie, z wyczuciem, nie szafując za bardzo ekspresją, co wychodzi muzyce na dobre. Jakość dźwięku jest znakomita, orkiestra brzmi przestrzennie, a dźwięk ma swoją masę, jest konkretny i kiedy trzeba nawet masywny. Pewnym problemem w odbiorze obu utworów jest fakt, że nie zostały podzielone na osobne ścieżki. Ogarnięcie tych dość długich dzieł wymaga czasu i wysiłku ze strony odbiorcy. Piąta warta jest tego wysiłku. Czwarta? Chyba niekoniecznie.

Valentin Silvestrov
IV Symfonia
V Symfonia

Lahti Symphony Orchestra
Jukka-Pekka Saraste – dyrygent

BIS

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.