Marin Alsop i inauguracja sezonu w NOSPR

NOSPR zainaugurował wczoraj nowy, jubileuszowy sezon artystyczny pod batutą Marin Alsop. Ale zanim zabrzmiała muzyka – były przemówienia. Ach, przemówienia! Wiele by można pisać o politykach, którzy, choć zagubieni jak goryle we mgle, pchają się do mikrofonów, aby za wszelką cenę coś powiedzieć. Kiedyś na festiwalu „Eufonie” publiczność dowiedziała się dzięki takiemu bystrzakowi o istnieniu wybitnego polskiego kompozytora – Panafiuka. Wczoraj zaś przemawiający dygnitarz poinformował publiczność, że wysłucha koncertu Narodowej Opery Symfonicznej Polskiego Radia. Cóż…
Po politykach miejsce przy mikrofonie zajął Adam Balas, nowy dyrektor NOSPR, i jego krótkie przemówienie było już bardzo sympatyczne. Miejmy nadzieję, że pokieruje tą instytucją sprawniej niż Bogusz-Moore i że będzie bardziej od niej ceniony przez lokalną społeczność.

Sam koncert podzielony został na dwie części – amerykańską i austriacką. Wieczór rozpoczęło wykonanie The Unanswered Question Charlesa Ivesa, a więc utworu kompozytora, którego dzieła rzadko rozbrzmiewają w naszych salach koncertowych. Ta jego kompozycja powstała w 1908 roku, a po dwóch dekadach twórca wrócił do niej i wprowadził ostateczną wersję, która zabrzmiała dopiero w 1946 roku. W tym dziele dialogują ze sobą trzy grupy instrumentów – smyczki (symbolizujące śpiew druidów), trąbka solo (zadająca tytułowe pytanie), grające poza estradą, oraz dęte drewniane na estradzie (szukające odpowiedzi zadanej przez trąbkę). Nie jest to dzieło, które daje orkiestrze możliwość zabłyśnięcia ze względu na swój ascetyczny charakter i małą obsadę. Daje jednak sposobność do wykorzystania przestrzeni – i tak też stało się tutaj: Alsop wykorzystała aż cztery trąbki, które odzywały się z różnych miejsc sali. Efekt był ciekawy, choć nie wiem, czy Ivesowi o to chodziło – wszak powtarza się u niego jedno pytanie egzystencjalne.

Następnie Alsop poprowadziła pierwsze w Europie wykonanie The Rock You Stand On Johna Adamsa. Prawykonała ten utwór zaledwie tydzień temu w Filadelfii – jej też został zadedykowany. Zgodnie z komentarzem kompozytora tytuł „ma raczej wymiar symboliczny – może przywoływać cechy, które uosabia Marin Alsop: lojalność, determinację, oddanie”. To rytmiczna, przystępna kompozycja, w której są dobre momenty, a także sporo energii. Jest to dzieło, które najpewniej zabrzmi teraz kilka razy pod batutą Alsop, a potem partytura porośnie kurzem w jakiejś bibliotece. To utwór z rodzaju takich, o których zapomina się całkowicie kilka dni po ich usłyszeniu. Doceniam jednak jakość wykonania ze strony orkiestry.

Po przerwie zabrzmiała zaś Piąta Mahlera. Żałuję, że nie mogę porównać wykonania Alsop z interpretacją Shemeta, który również poprowadził Piątą w Filharmonii Śląskiej, ale cóż – nie da się być wszędzie. W wykonaniu Alsop bardzo brakowało przestrzeni i oddechu. Prowadziła ten utwór w równy, kanciasty sposób, na domiar złego w wyrównanej dynamice. A ta muzyka wymaga przecież wielkich kontrastów temp, nastrojów i właśnie dynamiki. Tutaj było po prostu odmierzanie taktów, a dyrygentka wydawała się nie mieć żadnej koncepcji tego dzieła – żadnego snucia opowieści, żadnego poczucia ciągłości. Nie wiem, czy kiedykolwiek słyszałem na żywo słabsze wykonanie tej symfonii. Także orkiestra się nie popisała – blacha w kulminacjach była matowa, sporo było też problemów intonacyjnych i dziwnych balansów pomiędzy sekcjami (a to blacha wyskakująca z brzmienia w dziwnych miejscach, a to rożek angielski w drugim ogniwie), każącymi przypuszczać, że po prostu utwór nie został należycie przygotowany. Jak na rozpoczęcie sezonu jubileuszowego – bardzo słabo, dużo poniżej możliwości orkiestry.

Jest też inna kwestia, która domaga się komentarza. Korci bowiem, aby zadać pytanie, jakim cudem dyrygentka pełniąca funkcję dyrektorki artystycznej instytucji, która określana jest jako narodowa, nie ma w programie żadnego ze swoich koncertów z NOSPR ani jednego utworu polskiego kompozytora? Czy takich kwestii nie powinno się a priori regulować w kontrakcie? Chyba o tym nie pomyślano, ciesząc się, że artystka o tak głośnym nazwisku (i to z Hameryki!) zdecydowała się objąć stanowisko w Katowicach. Nie zapomnijmy też jednak, że jednocześnie Alsop jest dyrektorką ORF Radio-Symphonieorchester Wien, a także główną dyrygentką gościnną w The Philadelphia Orchestra. Trochę dużo srok za ogon jak na jedną osobę. Czy Katowice nie zasługują na kogoś, kto będzie miał i energię, i chęć na to, aby eksplorować rodzimy repertuar? Liczenie na łaskę Alsop, która na odczepnego włącza czasem do programów swoich koncertów kilka krótkich kompozycji Bacewicz, jest średnio sensowne. Katowiccy słuchacze wychodzą na tym jak Zabłocki na mydle, słuchając albo kompozycji amerykańskich (które akurat są ciekawe), albo bardzo średnich jakościowo wykonań utworów z kanonu. Zyskuje za to Filharmonia Śląska, której koncerty mają niejednokrotnie o wiele ciekawsze programy, zawierające często prawykonania utworów polskich. Podobnie jak NOSPR strzelił sobie zresztą w kolano NFM, zatrudniając Eschenbacha, który nie jest już okazem zdrowia i którego kierowanie swoją instytucją już niestety przerasta. Ale ma głośne nazwisko, kiedyś miał na koncie imponujące osiągnięcia, na papierze wszystko wygląda świetnie, a więc w porząsiu. A to, że z kompozycji polskich Eschenbach ma w planach dyrygowanie wyłącznie akompaniamentem do jednego z koncertów Chopina, też nikogo chyba nie obchodzi. Ale będzie za to Piąta Beethovena, którą poprowadzi też Alsop. Nasi słuchacze bardzo tego przecież potrzebują, prawda?

Swoją drogą – spotkałem się niedawno z opinią, jakoby w programach rodzimych filharmonii doszło do budzącego grozę zjawiska „przechyłu mahlerowskiego”. Uwielbiam te problemy pierwszego świata. Serio, chciałbym tylko takowymi się zamartwiać — zwłaszcza, gdy prawdziwym problemem jest raczej niedobór muzyki polskiej w repertuarze naszych „narodowych” instytucji.

foto. Radosław Kaźmierczak Fotografia

 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Podoba Ci się to co robię? Chcesz wesprzeć moją pracę? Odwiedź profil Klasycznej płytoteki w serwisie Patronie.pl

2 thoughts on “Marin Alsop i inauguracja sezonu w NOSPR

  1. Poruszył Pan w swoim wpisie kilka istotnych kwestii. Po pierwsze koncert. Tu sprawa jest najprostsza, przynajmniej dla kogoś, kto miał okazję wysłuchać miesiąc wcześniej Mahlera w Filharmonii Śląskiej. Interpretacja Pana Shemeta była porywająca, pełna dramatyzmu i trzymająca w napięciu od pierwszych dźwięków trąbki do samego finału. Wersja Marin Alsop – tylko odegrana, plaska i pozbawiona emocji. Znów wystarczy porównanie obojga dyrygentów: Yaroslava Shemeta, który po trzeciej części symfonii długo, nawet bardzo długo stał oparty o barierkę, ciężko oddychając, i Marin Alsop, jakby zdystansowanej i raczej powściągliwie prowadzącej orkiestrę. Jeden drobiazg zwrócił moja uwagę na koncercie w Filharmonii: trębacz zajął swoje miejsce tuż przed rozpoczęciem utworu, gdy inni muzycy już dawno siedzieli. Najwidoczniej jeszcze się przygotowywał, w końcu trąbka jest najważniejszym instrumentem w V symfonii, a brzmienie pierwszych taktów nadaje kierunek całemu utworowi. Jego partia od samego początku, zagranego z efektem przybliżania się dźwięku, wypadła świetnie. Ciekawie wypadło porównanie Adagietta: Maestro Shemet poprowadził je „klasycznie” – trwało ponad 10 minut, Pani Alsop jak mi się wydawało około 8 minut, czyli dość szybko, był to zresztą najlepszy fragment symfonii i chyba jej ulubiony, sądząc po tanecznym sposobie dyrygowania, zdradzającym u Pani Alsop najwyższy stopień ekscytacji.
    Inną bardzo ważną kwestią jest kwestia obsady stanowiska dyrektora artystycznego i dyrygenta NOSPR. W końcu to orkiestra, której renoma, historia i siedziba zobowiązują. Nie wiem, jakim kluczem posługiwano się przy zatrudnieniu Pani Alsop, skłaniałbym się jednak do tezy, że jest efekt głębokiego polskiego prowincjonalizmu. Podobnie było z Panem Fosterem i chyba też z Panem Liebreichem. Przypomniałbym tu karierę Stanisława Skrowaczewskiego, który dyrektorem Filharmonii Śląskiej został w wieku 26 lat! Po Filharmonii Śląskiej widać zresztą, że zatrudnienie młodego, niezwykle utalentowanego dyrygenta może przynieść znakomite efekty. Tylko musi znaleźć się ktoś, kto taką decyzję podejmie, a z tym – nie tylko na polu muzyki – mamy, niestety, w naszym kraju problem. Po pierwsze, należałoby odpowiedzieć na pytanie, czym ma być NOSPR. W momencie powstania orkiestry było to jasne: miała ona promować za granicą polską muzykę. Stąd zatrudnienie polskiego i uznanego na świecie dyrygenta. A dziś? Obawiam się, że chodzi wyłącznie o cele krótkoterminowe, jak na przykład zaproszenie na zagraniczne tournee. A Pani Alsop? Nie wiem na ile dzięki talentowi, a na ile dzięki rekomendacji L. Bernsteina znalazła się w kręgu chyba niedostępnym dla naszych dyrygentów: prowadzi nie najgorsze orkiestry, jest zapraszana, nagrywa. Nikt się specjalnie nie zachwyca, ale od parudziesięciu lat w tym kręgu funkcjonuje. Obawiam się też, że czeka nas jeszcze niejedno zmaganie z jej wykonaniami Mahlera: https://slippedisc.com/2025/10/marin-alsop-lands-a-mahler-deal/ Najwidoczniej ktoś jednak docenia jej interpretacje! Pozdrawiam z Katowic!

    1. Dziękuję za tak obszerny i przemyślany komentarz! W wielu kwestiach się zgadzam. Niestety, wybór dyrektora artystycznego jest u nas często decyzją bardziej polityczną niż artystyczną. Wciąż pokutuje myślenie, że jeśli coś przylatuje zza wielkiej wody, to z definicji musi być lepsze niż własne – a przecież to nie ma żadnego przełożenia na rzeczywistość. Wystarczy spojrzeć, jak znakomite efekty osiągają Shemet czy Borowicz zarówno ze swoimi, jak i z innymi zespołami.

      Jeśli chodzi o promocję muzyki polskiej, to rzeczywiście trudno oczekiwać, że ktoś będzie ją systematycznie wykonywał i promował, jeśli my sami tego nie robimy. A przecież naprawdę mamy czym się chwalić. Czesi, Niemcy, Francuzi, Austriacy czy Włosi nie mają takich kompleksów – grają swoich kompozytorów regularnie i z dumą. Gdy do Pragi przyjeżdżają Gardiner czy Rattle, bardzo często sięgają po repertuar czeski. Kiedy Stokowski dyrygował w Polsce, prezentował Moniuszkę, Szymanowskiego i Lutosławskiego.

      To pokazuje, że konsekwencja i jasna wizja repertuarowa potrafią przynieść świetne rezultaty. Chciałbym, żeby NOSPR również miał taką odwagę w kwestii programowania swoich koncertów.
      Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj Oskar Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.