Semkow dyryguje symfoniami Brahmsa

Nie da się zaprzeczyć stwierdzeniu, że zmarły w grudniu 2014 roku Jerzy Semkow już za życia był postacią legendarną. Nie występował w Polsce zbyt często, a jego występy były zawsze niezwykłymi wydarzeniami, oczekiwanymi z niecierpliwością i napięciem. Kiedy pojawiał się na estradzie orkiestra czekała już zazwyczaj w pełnym skupieniu. Budził respekt nawet obserwowany z daleka, z perspektywy publiczności. Było wiadomo, że kiedy zacznie dyrygować to wydarzy się coś niezwykłego, że to nie będzie kolejne odfajkowane wykonanie, a prawdziwa kreacja. Pamiętam dobrze jego interpretacje: Druga Rachmaninowa, Piąte Beethovena i Czajkowskiego, Szóste Szostakowicza i Mahlera, Siódmą Brucknera, Dziewiątą Schuberta. To były wielkie wydarzenia.

Semkow nie lubił nagrywać i rzadko pojawiał się w studiu nagraniowym. Z łatwo dostępnych nagrań na myśl przychodzą mi jego rejestracje Borysa Godunowa Musorgskiego i Kniazia Igora Borodina, a także koncerty Chopina z Blechaczem (i e-moll z Tamásem Vásárym i Berlińczykami). Wraz z najnowszym boxem wydanym przez Polskie Radio ten niezbyt niestety obszerny katalog powiększa się o cykl symfonii Johannesa Brahmsa, nagrany w latach 2008-2009 w Katowicach z Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia. Jest to więc, o ile dobrze liczę, piąty dostępny na rynku cykl symfonii Brahmsa nagrany pod batutą polskiego dyrygenta (na rynku jest jeszcze ten pod batutą Grzegorza Nowaka oraz trzy komplety nagrane przez Stanisława Skrowaczewskiego). Nagrania Semkowa to studyjny live. Symfonie zostały zarejestrowane w całości, bez przerw i cięć, jak to jest w zwyczaju w przypadku nagrań studyjnych. Artyście zależało na uzyskaniu płynnej narracji, która jego zdaniem łatwiejsza była do uzyskania podczas koncertu niż w czasie nagrywania w studiu. Wrzuciłem pierwszą z trzech płyt do odtwarzacza i dobrze pamiętając jak niezwykłe były koncerty tego dyrygenta, nastawiłem się na poznanie niezwykłych, odkrywczych interpretacji.

Nie dostałem ich, a powodów takiego stanu rzeczy było kilka. Rzeczą, która w dłuższej perspektywie przeszkadza najmocniej podczas słuchania całego cyklu jest brak poczucia ciągłości narracji, który paradoksalnie Semkow najbardziej chciał uzyskać. Wszystko tu prowadzone jest powoli, z mozołem i wysiłkiem. Ataki orkiestry są ciężkie, masywne i zwaliste. Semkow nie jest jednym dyrygentem, który stosuje w symfoniach Brahmsa wolne tempa. Tak samo robił choćby Otto Klemperer czy Sergiu Celibidache, jednak oferowali oni słuchającemu możliwość smakowania rozmaitych detali struktury. Niestety, dźwięk katowickiej orkiestry jest gęsty, zbity i ciastowaty, przez co umykają tu gdzieś nawet elementy wydawałoby się oczywiste, takie jak detale w sekcji blachy w finale II Symfonii. Zresztą w ogóle dęte blaszane wydają się nieobecne, grają cicho i nieśmiało. Dźwięk smyczków jest zbity i gęsty. Takich nierozsupłanych brzmieniowych węzłów gordyjskich jest tu zresztą więcej, a skutecznie pozbawiają one słuchającego radości z odbioru. Semkow chciał zaprezentować te dzieła w konwencji romantycznej. Umknęło tu jednak gdzieś zarówno ciepło, liryzm, jak i dramatyzm tych dzieł. Są one w tym wykonaniu uderzająco płaskie, ciężkie, pozbawione życia, napięcia i emocji. Stają w jaskrawej sprzeczności z moimi własnymi wspomnieniami koncertów tego dyrygenta. To co działo się na żywo było monumentalne, może też trochę w tym monumentalizmie anachroniczne, ale zawsze robione było z pełnym przekonaniem, z pasją i ogromną energią, która sprawiała że utwory pod batutą Semkowa brzmiały i porywająco.

Niniejsze wydawnictwo niestety bardzo mało mówi nam o tym, jak wielkim dyrygentem był Semkow. Zgoła nic nowego nie powie też o samych symfoniach Brahmsa. Powie jedynie, że pewni artyści mieli zupełną rację, unikając studia nagraniowego i argumentując swoją niechęć tym, że wysiłek nie jest warty zachodu. Szkoda że zamiast tych nagrań nie wydano jakichś rejestracji koncertowych Semkowa. Na pewno przedstawiłyby jego dorobek artystyczny w dużo bardziej korzystnym świetle. To zresztą podobny przypadek co Wilhelm Furtwängler, którego nagrania koncertowe są piorunujące, a studyjne bywają nieraz dla kontrastu piorunująco nudne.

 

Johannes Brahms

I Symfonia c-moll op. 68
II Symfonia D-dur op. 73
III Symfonia F-dur op. 90
IV Symfonia e-moll op. 98

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia
Jerzy Semkow – dyrygent

Polskie Radio

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.