O Morzu – część czwarta

To ostatni wpis, jaki dedykuję Morzu. Poprzednie wpisy stanowiły mieszankę różnego rodzaju wykonań – a to obiektywnych, a to subiektywnych. Tym razem będzie podobnie – będzie mowa o najwcześniejszym nagraniu tego utworu, o nagraniu na kopiach instrumentów z epoki, o jednej dziwacznej aranżacji oraz o najbardziej niezwykłej i poruszającej interpretacji, jaką znam. Gotowi?

41MV2C8XG3L

Przyznam, że kompletnie bez przekonania podszedłem do nagrania Carlo Marii Giuliniego. Giulini nie należy do moich ulubionych dyrygentów i nie spodziewałem się po tej rejestracji niczego wyjątkowego. Muszę zrewidować poglądy, bo jego Morze kompletnie mnie oczarowało. Jest delikatne w brzmieniu, ale włoski dyrygent podchodzi do partytury Debussy’ego z ogromną wrażliwością i muzykalnością. Wydobywa z niej barwy i odcienie, które innym umknęły, a jego sposób traktowania perkusji jest zupełnie wyjątkowy. Delikatny, bardzo dobrze wyczuty. Posłuchajcie fragmentu pierwszej części, tuż przed wejściem dobrze Wam już znanej solówki wiolonczel:

 

Posłuchajcie zakończenie Gry fal. Czysta poezja:

 

Mam dla Was jeszcze fragment trzeciej części. Nie ma w sobie tyle impetu co interpretacja Toscaniniego, ale ma swój własny klimat i wyczucie barwy:

 

Wspominałem na początku, że wolę Morza raczej szybkie niż powolne i poetyckie, to Giulini przekonał mnie do tego co zrobił. Również drewno brzmi wyjątkowo pięknie.

Carlo Maria Giulini, Philharmonia Orchestra, 1963, 25:34, Warner

 

 

619AU5VgjWL

 

 

Kolejnym włoskim dyrygentem, który wziął na warsztat partyturę Debussy’ego był Giuseppe Sinopoli, który nagrał Morze z tym samym zespołem co Giulini. Uzyskał jednak kompletnie odmienny rezultat. Orkiestra brzmi miejscami ciężko i masywnie, co daje się odczuć zwłaszcza w momentach, kiedy do głosu dochodzi blacha. Masywność rekompensuje rozmach i moc, z jaką Sinopoli buduje kulminacje. Podejście na pewno bardzo oryginalne i pomimo, że niezgodne z tym, czego życzył sobie zapewne kompozytor – to jest tu coś intrygującego, co każe słuchać i co angażuje. Posłuchajcie jak Sinopoli gra dynamiką i tempem w zakończeniu Od świtu do południa na morzu:

 

Moim zdaniem nietrafiona jest kulminacja Gry fal, którą włoski maestro prowadzi wolno, niezgranie i masywnie. Porównajcie ją z interpretacją Monteuxa:

 

Wskazówki dynamiczne w trzeciej części zignorowane zupełnie – kontrabasy na początku huczą i ryczą, a efekt jest zaskakujący i bardzo dramatyczny. Brzmi to tak, jakby i orkiestrze i dyrygentowi puściły nagle wszystkie hamulce:

 

Zmiany tempa – ekstremalne – od całkowitego bezruchu do maniakalnej wściekłości w kilka taktów. Emocjonalny roller coaster w bardzo romantycznym stylu. Momentami porywający, momentami potwornie irytujący. Chwilami miałem wrażenie, że to Morze napisał Wagner albo Bruckner. Posłuchajcie chorału blachy w zakończeniu:

 

Giuseppe Sinopoli, Philharmonia Orchestra, 1988, 26:25, Deutsche Grammophon

 

 

Problemem w nagraniach Morza może być zamazywanie detali, ale co zrobić z rejestracją, którą trapi dokładnie odwrotny problem? Słyszeliśmy już coś takiego w nagraniu Stokowskiego, jednakże w bardzo podobnym kierunku poszedł również Claudio Abbado w swoim nagraniu z Lucerne Festival Orchestra.  Jednak włoski Maestro, w odróżnieniu od Stokowskiego, daj interpretację daleko bardziej żywą, witalną, utrzymaną w szybszych tempach. Balans pomiędzy grupami instrumentów jest jednak niecodzienny i nienaturalny. Z głośników wyskakują dźwięki harf i instrumentów pełniących zazwyczaj rolę tła, ale same kulminacje są ciche i niedograne. Gra orkiestry jest absolutnie zjawiskowa i fascynująca bogactwem brzmienia, ale pozostaje tu pewien niedosyt i wrażenie identyczne jak w nagraniu Stokowskiego: widać drzewa, ale lasu już nie. Cierpi na tym zwłaszcza niedoenergetyzowany finał, chociaż wynagradza to niezwykły poziom szczegółowości utrzymany nawet w najbardziej emocjonujących momentach. Pomimo tych krytycznych słów czerpałem ze słuchania tej interpretacji całkiem dużo frajdy i niejednokrotnie byłem zaskoczony tym co Abbado przygotował.

Claudio Abbado, Lucerne Festival Orchestra, 2003, 24:04, Deutsche Grammophon

816enqG87LL._SL1200_Zwolennicy ekscentrycznych pomysłów mogą sięgnąć również do nietypowej aranżacji Morza na trzy fortepiany, opracowanej przez Carlo Marię Griguoliego i wykonaną przez niego wespół z Giorgią TomassiAlessandro Stellą podczas festiwalu Marthy Argerich w Lugano w 2012 roku.  Kiedy słuchałem tej wersji, przypomniała mi się pewna anegdota (musicie mi wybaczyć, ale nie pamiętam jej źródła). Otóż jeden z kolegów po fachu pochwalił Nikołaja Rimskiego-Korsakowa za orkiestrację jego Kaprysu hiszpańskiego, na co kompozytor odpowiedział, że to nie jest tak, że ten utwór był napisany na fortepian, a potem zorkiestrowany, że w tym wypadku wszelkie odcienie użytych barw są z nim nierozerwalnie zrośnięte, a bez nich tego dzieła po prostu nie ma. Identycznie jest w przypadku Morza. Propozycja Griguoliego jest właśnie takim kuriozum, które może służyć za koronny przykład tego, że pewnych utworów nie należy na siłę przerabiać na składy inne niż te, na które zostały pomyślane. Jest tu trochę ładnych momentów, którym nie brak uroku, ale słuchając tej wersji miałem poczucie ogromnego niedosytu barw. Problematycznie brzmią też fragmenty, w których faktura się zagęszcza – w przypadku wersji orkiestrowej balans ustawiony jest niejako naturalnie (i jest zróżnicowany barwowo!), a poszczególne głosy mają hierarchię, która dość łatwo daje się wychwycić. W rezultacie w wielu miejscach nie mogłem wychwycić głównych linii, a akompaniament nie dawał się odróżnić od głównych melodii, co sprawiało wrażenie chaosu i braku proporcji.

Takie zaburzenie dawało mi się we znaki w pierwszej części:

 

Podobnie było w zakończeniu trzeciej części, gdzie sama końcówka jest zupełnie zamazana:

 

Dla porównania – całkiem dobrze wypadła Gra fal:

 

Carlo Maria Griguoli, Alessandro Stella, Giorgia Tomassi, 2012, 20:55, Warner

81k6Ol3UZJL._SL1500_

 

 

Wykonywanie repertuaru XIX-wiecznego na kopiach instrumentów z epoki nikogo już nie dziwi. Podobne zabiegi nie ominęły również Morza, a w jedynym tego typu nagraniu zespołem Les Siècles pokierował François-Xavier Roth. Muszę Wam powiedzieć, że dziwna to interpretacja. Z jednej strony dźwięk uzyskany na jelitowych strunach jest kompletnie odmienny w barwie od tego uzyskiwanego na strunach metalowych. Roth odnalazł więc w partii smyczków wiele nowych odcieni, jak w tym fragmencie (poprzednio w wykonaniu Dutoita):

 

Nie sposób zaprzeczyć, że cała sekcja smyczków brzmi cienko i szkliście, jak tutaj w ostatniej części:

 

Czy to wada czy zaleta? Na początku myślałem, że zaleta i że to sprawi, że usłyszę jakieś nowe rzeczy w innych sekcjach. Tak się jednak nie stało. Usłyszymy tu absolutnie każdy dźwięk dzwonków, ale już harfy w Grze fal (i nie tylko) brzmią żałośnie wręcz słabo. Posłuchajcie obu instrumentów:

 

Miałem też problemy z kulminacjami w trzeciej części. Blacha jest rzeczywiście donośna, ale perkusja nie, smyczki też giną i robi się bałagan:

 

To, co zrobił Roth, na pewno jest odmienne od każdego innego Morza, ale wypada w tym miejscu zapytać, czy nie lepiej sięgnąć do źródła i zamiast próbować wyobrażać sobie, jak brzmiała orkiestra z czasów Debussy’ego – po prostu jej posłuchać?…

François-Xavier Roth, Les Siècles, 2013, 23:15, ASM

 

71lWA9OnvJL._SL1500_To możliwe, bo pierwsze nagranie tego utworu powstało tylko kilkanaście lat po śmierci kompozytora w 1918 roku. Palma pierwszeństwa w dyskografii Morza przypada Piero Coppoli i Orchestre de la Société des Concerts du Conservatoire, którzy nagrali ten utwór w 1928 i ponownie w 1932 roku. Miałem przyjemność słuchać tego drugiego nagrania w bardzo dobrym remasteringu firmy Dutton. Zatem kolejny dyrygent, który miał styczność z Debussy’m, kolejna francuska orkiestra i kolejne historyczne nagranie. Wyróżniają je przede wszystkim ekspresowe niemal tempa – niewiele w interpretacji Coppoli miejsc, w których słuchacz może się wyciszyć jak u Giuliniego. Narracja jest bardzo wartka, jednak muzyka płynie naturalnie i bez żadnego zmanierowania. Nie uświadczymy tu wielu kontrastów, a w słuchaniu przeszkadzać będzie dźwięk, który niestety nie jest najlepszy. Ginie wiele detali, a brzmienia harf należy się w zasadzie domyślać, bo na nagraniu nie słychać ich praktycznie w ogóle. Kulminacje są przesterowane, mało selektywne, a dynamika ucięta w irytujący sposób. Czy mogę z czystym sumieniem polecić nagranie Coppoli? Tak, ale tylko fanom nagrań historycznych, ewentualnie tym, którzy za wszelką cenę chcą usłyszeć najstarsze nagrania tego utworu.

Nie chciałbym jednak pozostać gołosłowny, opisując to wykonanie. Posłuchajmy dobrze znanego nam już fragmentu pierwszej części. Zwróćcie uwagę, jak szybko i lakonicznie Coppola rozprawia się z kulminacją:

 

Równie lakoniczny fragment Gry fal:

 

Na zakończenie ostatnie takty ostatniej części. Wartkie tempo świetnie tu pasuje, ale jakość dźwięku pozostawia wiele do życzenia:

 

Ps. Nie sądzicie, że dołożyli trochę pogłosu podczas remasteringu?

Piero Coppola, Orchestre de la Société des Concerts du Conservatoire, 1932, 20:43, Dutton

 

41eaduog2SL

 

 

 

 

Sergiu Celibidache pierwszy raz nagrał Morze w 1947 roku z orkiestrą Berliner Philharmonikier. Ciekawa interpretacja, dość powolna, ale klarowna i pozbawiona sentymentalizmu. Celibidache z ogromnym pietyzmem stopniuje napięcie i świetnie wycisza orkiestrę w bardziej spokojnych momentach. Posłuchajcie kulminacji w pierwszej części i porównajcie interpretację Celibidache i Mitropoulosa:

 

Posłuchajcie też również dobrze Wam znanego miejsca w pierwszej części, dla odmiany potraktowanego przez Celibidache bardzo szybko i energicznie:

 

To specyficzne i indywidualne nagranie, do którego trzeba się przyzwyczaić. Duże wrażenie robią zwłaszcza zmiany tempa i nastroju w drugiej części. Posłuchajcie gwałtownego przyspieszenia tempa w kulminacji:

 

Zwolnienia w ostatniej części również robią niezwykłe wrażenie, chociaż wątpię, aby Debussy zaakceptował taką rozwlekłość:

 

Dla kontrastu – zakończenie jest niezwykle energiczne, szybkie i ekscytujące. Przeszkadza tylko suchy i nieprzyjemny dźwięk bez pogłosu. Ale interpretacja mi się podobała – charakterna!

 

Sergiu Celibidache, Berliner Philharmoniker, 1947, 25:47, Audite

 

 

81xa3VDPn+L._SL1300_

Jednak nawet te ekscesy nie są w stanie przygotować słuchacza na totalny szok, jakim jest koncertowe nagranie Morza Celibidache, z Münchner Philharmoniker z 1992 roku. Rumuński dyrygent odkrywa w tej interpretacji odcienie barw, jakich nie przeczuł zapewne sam Debussy, a chociaż stosuje tempa ekstremalnie wolne, udaje mu się uniknąć pułapki rozmarzenia i czułostkowości. Jego Morze jest delikatne, bardzo subtelne i selektywne – przy tak powolnym tempie jest mnóstwo czasu, aby do głosu doszły nawet trzeciorzędne detale.

Posłuchajcie doskonale Wam już znanego fragmentu pierwszej części i zobaczcie, ile nowych warstw tam słychać:

 

Część druga jest arcydelikatna, frazowana niezwykle elegancko, a arabeskowa orkiestracja Debussye’go znalazła w Celibidache świetnego wykonawcę:

 

A tak rumuński maestro rozpoczął trzecią część. Posłuchajcie niskiego, huczącego dźwięku tam-tamu i niepokojąco pomrukujących kontrabasów:

 

Zwraca uwagę również budowanie formy przez Celibidache – w zakończeniu pierwszej części nie osiąga pełni mocy, ale rezerwuje wszystkie siły na właściwą kulminację w trzeciej części, w której chorał blachy jest przytłaczająco potężny. Posłuchajcie najpierw zakończenia pierwszej części. W tym tempie i przy tej koncentracji wykonawców nabiera ono epickich proporcji, ale pozostaje uczucie lekkiego niedogrania i niedosytu:

 

A teraz posłuchajcie właściwej kulminacji, budowanej przez Celibidache przez ponad pół godziny:

 

Nie każdemu tak radykalny sposób potraktowania tego utworu przypadnie do gustu. Sam miałem problemy, żeby przekonać się do sięgnięcia po tę płytę, ale kiedy skończyłem – byłem totalnie oczarowany. Fascynująca i niepowtarzalna kreacja.

Sergiu Celibidache, Münchner Philharmoniker, 1992, 33:20, Warner

 

 

Wszystkie opisane powyżej kreacje nie zamykają możliwości, jakie kryje w sobie partytura Debussy’ego. Wielu wykonań nie znam – choćby tych Herberta von Karajana, Lorina Maazela czy Simona Rattle’a. Niezależnie od tego liczę na to, że udało mi się przedstawić różne opcje wykonań Morza – oddające oszałamiające piękno tej partytury i ukryty w niej potencjał.

Ale przejdźmy do konkretów i odpowiedzmy na zasadnicze pytanie, jakie może się Wam cisnąć na usta – dla kogo jakie Morze?

Chcesz mieć w swojej płytotece tylko jedno, dobre nagranie, z dobrym dźwiękiem, wierne temu, czego życzył sobie Debussy?

Wybierz Ashkenazego, Bouleza (1966), Martinona, Dutoita, Giuliniego albo Rotha.

Jesteś fanem nagrań historycznych, niestraszne Ci szumy i trzaski, chcesz posłuchać, jak wykonywali ten utwór dyrygenci, którzy znali kompozytora?

Sięgaj śmiało po nagrania Rodzińskiego, Monteuxa, Toscaniniego, Mrawińskiego i Coppoli.

Znasz już Morze, ale chcesz poeksperymentować, posłuchać oryginalnej kreacji, nawet kosztem tego, że będzie „niestylowa” albo sprzeczna z tym, co kompozytor zapisał w partyturze?

Spróbuj Bernsteina, Stokowskiego, Mitropoulosa, Silvestriego, Sinopoliego i Celibidache. Oczywiście jest jeszcze aranżacja Griguoliego, ale tej słuchaj na własną odpowiedzialność… Weź też pod uwagę, że to raczej propozycje dla zaawansowanych słuchaczy, zdolnych docenić indywidualizm tych kreacji.

Kogo odradzam, kto mnie znudził?

Boulez (1997), Haitink, Ansermet (niestety…), Munch i Paray.

I to by było na tyle w kwestii szkiców Debussy’ego. Następny utwór w kolejce? IX Symfonia Antonína Dvořáka.

Related Post

2 thoughts on “O Morzu – część czwarta

    1. Tak naprawdę wszystko jest kwestią gustu i oczekiwań. Interpretacja Ansermeta wpasowuje się w coś, co można by określić jako francuską szkołę wykonawczą, gdzie w cenie są szybkie tempa, przejrzysta faktura i brak przesady w kwestii doboru temp, dynamiki czy ekspresji. To na pewno kompetentne wykonanie, ale są lepsi… Przynajmniej wg mnie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.