Schubert i Dvořák według Celibidache

Nazwisko rumuńskiego dyrygenta Sergiu Celibidache nierozerwalnie związało się z orkiestrą Münchner Philharmoniker. Maestro szefował temu zespołowi od 1979 roku do swojej śmierci w roku 1996, nic więc dziwnego że kiedy Monachijczycy zdecydowali się na wydanie swoich archiwalnych nagrań, ich wybór padł w pierwszym rzędzie właśnie na rejestracje Celibidache. Dyrygent był postacią tyleż charyzmatyczną co kontrowersyjną. W późniejszym okresie życia konsekwentnie odmawiał rejestrowania swoich wykonań w studiu, argumentując że doświadczenie dzieła podczas koncertu jest przeżyciem tak niezwykłym i wyjątkowym, że jakiekolwiek próby powtórzenia tej sytuacji są z góry skazane na klęskę. Fascynacja buddyzmem zen wpłynęła w znacznym stopniu na jego sposób odczuwania muzyki. Tempo jego późnych interpretacji bywa niezwykle powolne. Tak powolne, że według niechętnych Celibidache słuchaczy przekracza granicę dobrego smaku. Z kolei ceniący sobie odważne eksperymenty uznają je za niezwykłe, niepowtarzalne kreacje. Pisałem o Celibidache dwukrotnie – raz przy okazji nagrań Morza Debussy’ego (link TUTAJ) i przy okazji Szeherezady Rimskiego-Korsakowa (link TUTAJ).

Na niniejszym krążku znajdują się rejestracje dwóch utworów: VIII Symfonii h-moll D 759 zwanej Niedokończoną Franza Schuberta z roku 1988 oraz IX Symfonia e-moll op. 95 Z Nowego Świata Antonina Dvořáka z roku 1985. Tej drugiej symfonii poświęciłem swego czasu cały cykl (zainteresowanych odsyłam TUTAJ, TUTAJ, TUTAJ TUTAJ), więc niniejsza recenzja stanowi jego dopełnienie. Wspomniałem tam zresztą o nagraniu Celibidache, ale nie było ono wtedy dostępne na CD. O ile się orientuję to pierwsze wydanie tej rejestracji na kompakcie.

Nazwisko Schuberta to wręcz synonim romantyzmu w muzyce. Nic więc dziwnego, że niektórych wykonawców jego symfonii korci, żeby trochę je „dosłodzić”. Trochę zwolnić tempa, dodać trochę wibracji w smyczkach, kształtować frazy z emfazą i czułością. Celibidache poszedł w zupełnie inną stronę. Jego Ósma rozpoczyna się zwodniczo łagodnie, jednakże wystarczy poczekać chwilę i przekonać się, ile potęgi i mocy są w stanie pokazać wykonawcy w świetnie rozplanowanych kulminacjach. Ani na chwilę nie popada przy tym w czułostkowość, nie ma tu ani jednego momentu, w którym można by odczuć, że chodzi o coś innego niż o muzykę samą w sobie. Pod względem tworzenia gęstej, tajemniczej atmosfery interpretacja Celibidache to prawdziwy majstersztyk. Byłem pod ogromnym wrażeniem, choć brzmienie orkiestry można odebrać jako zbyt miękkie, nie dość ostre. Mnie osobiście to nie przeszkadzało, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest oczywista interpretacja. Trzeba dać jej czas i pozwolić jej się w siebie wsączyć.

Równie majestatycznego wykonania doczekała się Dziewiąta Dvořáka. Również tutaj srodze rozczarują się ci, którym zależy na emocjonalności. Tempa nie są też jakoś zabójczo powolne. Powiedziałbym, że mieszczą się w dolnych granicach normy, o ile za takie uznamy interpretacje Karajana, Stokowskiego, Bernsteina czy Klemperera. Celibidache chyba najbliżej jest do Klemperera. Łączy ich stoicki spokój interpretacji, chociaż niemiecki dyrygent w jeszcze większym stopniu niż Celibidacha stawia na klarowność brzmienia. Brzmienie Monachijczyków jest tu masywne i ciężkie, w niektórych momentach brak też ostrości i dramatyzmu znanego z innych interpretacji. Rumuński dyrygent rekompensuje to tworzeniem niezwykle skupionej atmosfery. Wiele tu miejsc w których czas wydaje się wręcz zastygać. Tak jest choćby w sławnym Largo, w którym wiele fragmentów zagranych jest na granicy słyszalności. Niezwykle pięknie wypada taneczny epizod pod koniec tej części, potraktowany rzeczywiście bardzo powoli, ale jednocześnie śpiewnie. Niezwykle oryginalnie brzmi Scherzo, w którym dyrygent zwalnia w trio, tworząc momentami prawdziwie magiczny nastrój. Rewelacyjnie wypadają kulminacje w czwartej części. Są tam odcinki, których nie słyszałem zagranych lepiej, z większą mocą, z idealnym wyczuciem tempa i proporcji. Jest w tym wykonaniu głębokie wczucie się w dzieło, jest żelazna konsekwencja w budowaniu formy i napięcia. Jest wreszcie charyzma, która każe słuchać tej interpretacji do końca.

To nie są wykonania dla każdego. Zdecydowanie odradzam je tym, którzy nagranych na płycie utworów nie znają. Oczywiście dla fanów Celibidache to pozycja obowiązkowa. Płytę gorąco polecam również tym, którzy znają dzieła Schuberta i Dvořáka, ale pragną usłyszeć je w interpretacji skrajnie odmiennej niż te które znali do tej pory. Dajcie się porwać!

 

Franz Schubert
VIII Symfonia h-moll D 759 Niedokończona

Antonin Dvořák
IX Symfonia e-moll op. 95 Z Nowego Świata

Münchner Philharmoniker
Sergiu Celibidache – dyrygent

Warner Classics

 

Related Post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.