Sinfonietta Leoša Janáčka – część czwarta

Niestrudzonym propagatorem i ekspertem od muzyki czeskich kompozytorów był Australijczyk sir Charles Mackerras, odpowiedzialny za opracowanie krytycznych edycji partytur wielu utworów i przywracanie publiczności oryginalnych, zgodnych z zamysłami Janáčka wersji tych dzieł. Jego pierwsze nagranie Sinfonietty pochodzi z 1959 roku, przynależy więc do tej samej dekady co rejestracje Klemperera, Horensteina czy Kubelika. Jakość dźwięku nie powala, ale interpretacja jest ciekawa i zdradza zrozumienie i wyczucie, jakie dyrygent już wtedy miał dla tej muzyki. O ile Fanfary nie wyróżniają się niczym szczególnym, o tyle interpretacja Zamku jest porywająca. Część ta zagrana jest z animuszem, a dyrygent dobrze uwypuklił buńczuczny, rozwichrzony charakter tej muzyki, co udało mu się nawet pomimo względnie powolnego tempa. Posłuchajcie ładnej solówki klarnetu i wyrazistych wejść blachy:

Tej iskry i zdecydowania zabrakło mi jednak trochę w dwóch następnych ogniwach. Wykonane są na bardzo przyzwoitym poziomie, jednak słychać tu wyraźnie że Pro Arte Orchestra nie jest zespołem należącym do światowej czołówki.
Interpretacja Ratusza jest świetna – pełna życia, energii i tak potrzebnego w tej muzyce entuzjazmu. Mackerras prowadzi narrację w potoczysty sposób, muzyka płynie pod jego batutą swobodnie i naturalnie:

W zakończeniu tego entuzjazmu jest wręcz za dużo, a blacha całkowicie przykrywa kwintet. Ta wersja Mackerrasa nie jest jeszcze do końca dopracowana. Jest tu trochę ciekawych i interesujących rzeczy, ale słychać też że to taka koncepcja Sinfonietty będąca jeszcze in statu nascendi.

Charles Mackerras, Pro Arte Orchestra, 1959, I – 2:23, II – 6:15, III – 5:51, IV – 3:02, V – 7:29 [25:14], Alto

 

 

 

Bardzo odmienna jest interpretacja zarejestrowana przez tego dyrygenta dwie dekady później z Wiener Philharmoniker. Jest oczywiście o niebo lepiej zagrana i nagrana, ale też bardziej dojrzała. Słychać wyraźnie, że dyrygent o wiele lepiej wie, co chce wydobyć z tej muzyki i robi w konsekwentny sposób. Fanfary są tu dużo lepsze, nie tylko ze względu na jakość gry blachy, ale także z powodu ostrych wejść kotłów:

W drugiej części tempo ponownie nie jest zbyt szybkie, jednak dyrygent był w stanie wydobyć z orkiestry maksimum energii i koncentracji. Dźwięcznie brzmią tu nawet smyczki w wysokim rejestrze:

Na początku trzeciej części smyczki grają ciepłym i mięsistym dźwiękiem, a Mackerras świetnie odnajduje balans pomiędzy melodią a akompaniamentem:

Świetny epizod środkowy – ostry, rytmiczny, zagrany dźwiękiem ostrym jak brzytwa.
Ulica jest za to nieco zbyt powolna, bez tej ostrej, nieco kanciastej pulsacji. W ostatniej części napięcie także budowane jest nieco zbyt powoli, ale za to nagły wybuch emocji po powrocie fanfar wypada znakomicie, pełen jest przepychu i energii:

Świetnie zagrana i świetnie nagrana wersja. Jest też łatwa do znalezienia i często wznawiana, co z pewnością ułatwi zakup tym, którzy muszą mieć płytę na półce i którym serwisy streamingowe i YT nie wystarczają.

Charles Mackerras, Wiener Philharmoniker, 1980, I – 2:23, II – 6:09, III – 5:22, IV – 3:02, V – 7:14 [24:21], Decca

 

Kolejne nagranie Sinfonietty pod batutą australijskiego dyrygenta to rejestracja koncertowa z października 2002, zarejestrowana w praskim Rudolfinum z Czech Philharmonic Orchestra. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że to bardzo obiecujące zestawienie, bo i maestro wnikliwy i sprzyjające większemu napięciu wykonania warunki koncertowe i orkiestra znająca muzykę od podszewki. A jednak coś tu nie gra. Mackerras prowadzi dzieło Janáčka naturalnie, w żadną stronę nie przesadzając, ale w grze zespołu brakuje mi dźwięczności, selektywności, zdecydowania i dzikiej ostrości tak charakterystycznej dla tej muzyki. Teoretycznie wszystko tu jest na swoim miejscu, zrealizowane starannie i z poszanowaniem wskazówek twórcy, ale brak tu iskry. To taki spokojny, zrównoważony i nieco pastelowy Janáček, który staje się jednocześnie mało Janáčkowy w wyrazie. Wszystko zagrane jest starannie i z pietyzmem, ale nie znajdziemy tu nic nowego, szczególnie wciągającego czy imponującego.

Charles Mackerras, Czech Philharmonic Orchestra, 2002, I – 2:12, II – 5:50, III – 5:22, IV – 2:59, V – 7:25 [23:57], Supraphon

 

 

Ostatnie nagranie Mackerrasa to realizacja koncertowa z BBC Philharmonic, nagrana podczas Promsów w lipcu 2007 roku. O ile mi wiadomo dołączono ją do magazynu „BBC Music” razem z Mszą głagolicką pod dyrekcją Richarda Hickoxa i był to jedyny raz, kiedy pojawiła się na płycie. A szkoda, bo to znakomita wersja! Już od pierwszych dźwięków Fanfar wiadomo, że mamy do czynienia z wykonawcą, który ma instynktowne wyczucie stylu muzyki czeskiego kompozytora. Posłuchajcie gwałtownych wejść kotłów:

Nie rozczarowuje także to, co dzieje się później. Muzyka brzmi popędliwie, jest w niej wielka energia, spontaniczność, a także suspens. Tak kończy się część druga:

Prowadzona w wartkim tempie część trzecia ujmuje naturalnością i liryzmem:

W późniejszych odcinkach mamy też znakomicie zrealizowaną, zagraną z fantazją i polotem solówkę fletu. W ostatniej części imponuje sposób, w jaki Mackerras buduje napięcie – cierpliwie, konsekwentnie, z chrapliwie brzmiącą blachą i wyrazistym klarnetem:

Świetna interpretacja – spontaniczna, pełna życia, energii i rozmachu! BBC Philharmonic nie jest może najlepszą orkiestrą świata, ale dali tu z siebie wszystko.

Charles Mackerras, BBC Philharmonic, 2007, I – 2:19, II – 6:11, III – 5:35, IV – 3:10, V – 7:10 [24:25], BBC Music

 

Mało znany epizod z muzyką czeskiego kompozytora miał także amerykański dyrygent Michael Tilson Thomas, który zarejestrował Sinfoniettę (a także Mszę głagolicką) z London Symphony Orchestra na początku lat 90. Obawiałem się trochę tego nagrania, bo amerykański kapelmistrz to artysta raczej liryczny niż dramatyczny, nie wiedziałem więc czy dobrze poradzi sobie z kanciastością tej muzyki. Pierwsze co rzuca się w uszy w pierwszej części, to przejrzystość i czytelność narracji, a także wyrazistość i rytmiki. MTT może nie jest specem od muzyki Janáčka, ale wie jak się z nią obchodzić i jak wydobyć jej zalety. W drugiej części zwracają uwagę zawadiackie akcenty rytmiczne:

Wszystko jest tu na swoim miejscu, zrealizowane z zaangażowaniem i polotem. Także kulminacje w pozostałych ogniwach nie rozczarowują:

To transparentne wykonanie, w którym dyrygent usunął się w cień i pozwolił muzyce mówić samej za siebie. Rezultaty są znakomite. To nie jest osobista, subiektywna kreacja. MTT wiernie podąża za wskazówkami kompozytora zawartymi w partyturze, ale to w zupełności wystarczyło.

Michael Tilson Thomas, London Symphony Orchestra, 1990, I – 2:18, II – 5:43, III – 5:18, IV – 2:51, V – 6:49 [22:59], Sony

 

Muzykę Janáčka chętnie wykonuje także angielski dyrygent Sir Simon Rattle, który zarejestrował ten utwór z londyńską Philharmonia Orchestra na początku lat 80. Początek jest udany, stylowy i hałaśliwy, a słychać też wyraźnie że dyrygent dobrze kontroluje dynamikę i wie jak podkreślić walory muzyki. Jednak brzmienie zespołu w Zamku jest cienkie, nieco pozbawione jędrności i masy. Na plus zależy natomiast zaliczyć przejrzystość brzmienia i mnogość wydobytych warstw narracyjnych. Nie jestem jednak pewien czy Rattle dotarł do emocjonalnego sensu tej kompozycji. Jest to Sinfonietta zrównoważona i elegancka, bardzo w tym zrównoważeniu angielska, ale jednocześnie mało janáčkowa. Słychać to wyraźnie w szybkim odcinku w Klasztorze – wszystkie elementy są tu na swoim miejscu, łączą się w harmonijną całość, jednak muzyce brak ostrości i kanciastości. Ostre i wyraziste są za to fragmenty grane przez flet piccolo. Blacha jest nasycona i ładnie różnicuje dynamikę. To samo tyczy się też dwóch ostatnich części. Są przejrzyste, poprowadzone z głową, ale bez serca i bez szczególnego zaangażowania. Całość nie powala i nie ciekawi w sposób, w jaki robią to najlepsze interpretacje Sinfonietty. Ciekawie robi się tylko na moment, kiedy do orkiestry dołączają dęte blaszane z fanfarami z pierwszej części.

Simon Rattle, Philharmonia Orchestra, 1982, I – 2:20, II – 5:42, III – 5:29, IV – 2:52, V – 6:57 [23:01], Warner

 

 

Swoje drugie nagranie Rattle zarejestrował z London Symphony Orchestra. Szczegóły dotyczące tej interpretacji Czytelnik znajdzie w innym wpisie (link TUTAJ), nadmienię więc tylko, że to interpretacja bardziej udana niż ta pierwsza, bardziej zniuansowana i bliższa intencjom czeskiego twórcy.

Simon Rattle, London Symphony Orchestra, 2019, I – 2:15, II – 5:51, III – 5:27, IV – 2:55, V – 6:55 [23:21], LSO Live

 

 

Urugwajczyk José Serebrier nagrał Sinfoniettę z Brno Czech State Philharmonic Orchestra, a więc z zespołem pochodzącym z miasta, o którym za pomocą dźwięków ten właśnie utwór opowiada. Ci muzycy mają tę muzykę we krwi, co staje się ewidentne od pierwszych dźwięków Fanfar. Akustyka sali, w której nagrano utwór jest bardzo przestrzenna, przez co nawoływania i przekrzykiwania się blachy zdają się dobiegać z różnych miejsc. Serebrier prowadzi pierwszą część dynamicznie i z dużą energią, a muzycy mają świetne wyczucie stylu i barwy tej specyficznej muzyki.
Część druga rozpoczyna się wartko i dynamicznie. Brneńska orkiestra nie jest może zespołem tej klasy co niektóre z innych zespołów mających na koncie nagrania Sinfonietty, ale muzycy grają z entuzjazmem i wielkim wyczucie stylu, co sprawia że interpretacji słucha się z zaciekawieniem. Także Serebrier nie zawodzi, prowadząc dzieło Janáčka z temperamentem i wyobraźnią. Piękny jest początek Klasztoru, zagrany dźwiękiem ciemnym, gęstym jak smoła. Późniejsze zmiany tempa i nastroju uchwycone są w wielką maestrią i wyczuciem. Blacha jest rewelacyjna!
Ulica rozpoczyna się dość nieśmiało, ale Serebrier świetnie stopniuje tu napięcie przez umiejętne sterowanie tempem i dynamiką.
To samo dzieje się w Ratuszu, który choć rozpoczyna się dość nieśmiało i lirycznie to szybko i bardzo efektownie się rozkręca. Powrót fanfar jest rewelacyjny, pełen rozmachu i energii. Ostatni akord w mocny, pewny i pełen rozmachu sposób pieczętuje to świetne wykonanie.

José Serebrier, Brno Czech State Philharmonic Orchestra, 1995, I – 2:14, II – 5:37, III – 5:01, IV – 2:46, V – 6:50 [22:26], Reference Recordings

Zazwyczaj pisząc przewodniki po nagraniach danego utworu wybieram kilka najlepszych. Tym razem jednak bez wahania mogę wskazać wersję absolutnie najlepszą i (przynajmniej dla mnie) bezkonkurencyjną – to ta Karela Ančerla i Orkiestry Filharmonii Czeskiej. Interpretacja absolutnie fenomenalna, zagrana z wielkim wyczuciem stylu i zaangażowaniem.
Inne świetne nagrania na pierwszy raz? Jiří Bělohlávek (obie wersje), Charles Dutoit, Rafael Kubelik, Charles Mackerras (wersja z Wiedeńczykami i ta z BBC Philharmonic), Seiji Ozawa, Jose Serebrier, Klaus Tennstedt i Michael Tilson Thomas.
Interesujące nagrania historyczne? Břetislav Bakala i Otto Klemperer (wersja z Concertgebouw).

 

 

 

 

Zrealizowano w ramach stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.