Coppery, Ospital & Humala grają muzykę francuską w NOSPR

Czwartkowy wieczór w Katowicach upłynął pod znakiem muzyki francuskiej, w programie znalazły się bowiem kompozycje Erika Satiego, Henri Dutilleuxa oraz Camilla Saint-Saënsa. Partie solowe wykonali artyści francuscy – na wiolonczeli zagrał Marc Coppey, a na organach Thomas Ospital. Pierwotnie także Francuz miał chwycić za batutę, jednak w ostatniej chwili Pierre Bleuse został zastąpiony przez Alexandra Humalę.

Rolę niezobowiązującej przystawki przyjęły na siebie Gymnopédies nr 1 i 3 (a nie 1 i 2, jak podano w programie) w orkiestracji Claude’a Debussy’ego. Zabrzmiały one pod batutą Humali przejrzyście i elegijnie, a ta spokojna, pełna lekkiego, dyskretnego smutku muzyka znakomicie wprowadziła słuchających w nastrój koncertu.
Pierwszym daniem był Koncert wiolonczelowy Tout un monde lointain… (Cały ten świat daleki…) Henri Dutilleuxa z 1970 roku. Ta napisana dla Mścisława Rostropowicza monumentalna, pięcioczęściowa (ogniwa grane są attaca) kompozycja zainspirowana została lekturą Kwiatów zła Charlesa Baudelaire’a. To fascynująca muzyka – niezwykle barwna, migotliwa, ale jednocześnie niepokojąca, oniryczna, przywodząca skojarzenia z jakąś senną fantasmagorią. Każda z części nosi własny programowy tytuł i motto ze zbioru Baudelaire’a. Ogniwa to Énigme (Enigma), Regard (Spojrzenie), Houles (Falowanie), Miroirs (Lustra) i Hymne (Hymn). Wykonujący partię solową Coppey spisał się na medal, przedstawiając tę fascynującą kompozycję w sposób trzeźwy i konkretny, bez nadmiernej ekspresji i bez rozpływania się w nastrojach. Grał raczej lekko, może nawet trochę sucho, z małą wibracją, bez zbytniej emfazy. Pasowało to do tego dzieła, sprawiało bowiem, że zabrzmiało ono rzeczowo, a wykonawcy dobrze podkreślili strukturę kompozycji. Szkoda że dzieła tego kompozytora tak rzadko trafiają do programów naszych koncertów. Wiolonczelista kilkanaście lat temu nagrał dzieło Dutilleuxa i to tę płytę wypadałoby w najbliższej przyszłości sięgnąć. Tak dla przypomnienia – Coppey zarejestrował razem z NOSPRem i Lawrencem Fosterem oba koncerty Szostakowicza (link TUTAJ) i są to naprawdę znakomite i świeże interpretacje obu dzieł.

Jednak bez wątpienia największe zainteresowanie publiczności budziła w programie koncertu Trzecia Saint-Saënsa. Pomimo atrakcyjności utworu Dutilleuxa to ona pełniła rolę pièce de résistance. Dziwna to kompozycja – nie jest to przecież koncert organowy, nie jest to też symfonia koncertująca, ale właśnie symfonia avec orgue („z organami”). Ich brzmienie jest organicznie wtopione w orkiestrę, chociaż mają one też kilka bardzo efektownych wejść, zwłaszcza w finale. Katowicki instrument zabrzmiał tutaj pięknie. W części pierwszej (albo drugiej, zależy czy potraktujemy Trzecią jako dzieło dwu czy czteroczęściowe) niskie dźwięki miały w sobie przejmującą głębię, w finale zaś Ospital pokazał potęgę ich brzmienia. I była to demonstracja dużo bardziej sugestywna niż dzieło Salonena, które wykonano w ubiegłym tygodniu podczas inauguracji instrumentu. Sposób prowadzenie orkiestry przez Humalę nie budził entuzjazmu. Nie potrafił on nadać brzmieniu elastyczności. Dyrygował dość sztywno, a narracja nie była potoczysta. Zgrywał się też momentami, ewidentnie dyrygując pod publiczkę – wykonywał przesadne, emfatyczne gesty lub nawet kucał, aby orkiestrę ściszyć. Było to w złym guście i nie miało przełożenia na jakość gry zespołu. Jeśli więc wykonanie katowicka publiczność przyjęła owacją na stojąco, to nie dzięki Humali, ale pomimo niego. Oklaskiwano przede wszystkim Ospitala, nowe organy i efektowne wykonanie znanego utworu, a jak dobrze wszyscy wiemy, „mnie się podobają melodie, które już raz słyszałem”.

foto. Radosław Kaźmierczak/NOSPR

3 thoughts on “Coppery, Ospital & Humala grają muzykę francuską w NOSPR

  1. Szanowny Panie,
    nieco za daleko popłynął Pan z poetyką kopania kapelmistrza Humali. Wiedział Pan, czego ślady sam umieścił w swoim pokracznym tekście, że gość miał bardzo niewiele czasu (słownie kilka godzin) na wpisanie się w nagle zastępstwo. Zwłaszcza z arcytrudną partyturą Dutilieux. Gdyby w niewielkim stopniu radził Pan sobie z językiem ojczystym tak, jak Humala z challengem nagłego zstępstwa, może istniałaby perspektywa konstruktywnego działania na rzecz muzyki, koncertów, kultury, czy czego Pan tam Oskarze, pragnie osiągnąć.
    Swoistym skandalem natomiast jest fakt, że redagujący Fb NOSPR polecają Pański humbuk uwadze czytelników!
    Z należytym szacunkiem,
    Wincenty Krawczyk

    1. Szanowny Panie,
      dziękuję za komentarz i opinię. Obawiam się, że nie mogę jej wziąć pod uwagę. Laurek Pan u mnie nie znajdzie. Mam prawo uczciwie napisać co sądzę o danym wykonaniu, a Pan ma prawo sądzić o tym co napisałem co tylko się Panu żywnie podoba. Taka jest kolej rzeczy. Byłbym bardzo wdzięczny za powstrzymanie się od używania argumentów „ad personam” i publicznego naśmiewania się z mojego nazwiska. To bardzo słabe zachowanie, świadczące o braku kontroli emocji i braku argumentów merytorycznych.
      Także z należytym szacunkiem,
      Oskar Łapeta

      PS. Obawiam się, że w Pana komentarzu znajduje się literówka. Użył Pan słowa „humbuk”, które w języku polskim nie występuje. Domyślam się, że chodziło o termin „humbug”. Rozmyślałem jeszcze, czy nie chodziło może o „humbaka” (wie Pan, taki gatunek morskiego ssaka, spokrewnionego z wielorybami), ale obawiam się, że to sympatyczne zwierzę nie pasuje do kontekstu.

  2. „Gdyby w niewielkim stopniu radził Pan sobie z językiem ojczystym tak, jak Humala z challengem nagłego zstępstwa, może istniałaby perspektywa konstruktywnego działania na rzecz muzyki, koncertów, kultury, czy czego Pan tam Oskarze, pragnie osiągnąć”. To bardzo zabawne, że w powyższym zdaniu znajduje się, o ile dobrze zrozumiałem, przygana wobec polszczyzny p. Oskara Łapety. Jednocześnie zdanie to (podobnie jak reszta komentarza) reprezentuje spiętrzenie błędów niemal każdego rodzaju – składniowych (z wyraźnymi rusycyzmami), frazeologicznych, ortograficznych. Wyraźnie napisał je ktoś, dla kogo polski nie stanowi Muttersprache, co rodzi pewne podejrzenia. Nie będę ich jednak tu artykułował – sprawa wydaje się raczej oczywista dla osób bardziej dociekliwych. Autorowi komentarza, kimkolwiek by nie był, nie przynosi to niestety chwały. Koncertu nie słyszałem, byłem natomiast podczas ostatnich kilkunastu miesięcy na dwóch bodaj koncertach prowadzonych przez p. Humalę w Warszawie i zostawiły one raczej dobre wrażenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.